piątek, 30 maja 2014

Rozdział XII

"Każdy może stać się zdrajcą."

Idąc przez korytarz do Wielkiej Sali Hermiona zastanawiała się, jakie lekcje dzisiaj ma i czy na pewno jest przygotowana. Wczorajszego wieczoru długo siedziała z Wiktorem przy książkach, ale nie była pewna, czy wszystko umie. Dodatkowo głowę zaprzątał jej Bal Bożonarodzeniowy. Wolałaby na ten czas zamknąć się w dormitorium i nigdzie nie wychodzić. Niestety, musiała wziąć w nim udział. To byłoby niegrzeczne, gdyby się nie zjawiła. Poza tym, chciała wspierać Harry'ego, dobrze wiedziała, że nie będzie zachwycony wizją tańczenia przed całą szkołą. Właściwie przed trzema szkołami.
Dotarła do wielkich drzwi i pchnęła je, weszła do Wielkiej Sali i zmierzyła w stronę stołu Gryffindoru. Usiadła obok George'a i Harry'ego, Fred jeszcze nie przyszedł i ze zdziwieniem stwierdziła, że się z tego cieszy. Nie miała ochoty teraz z nim rozmawiać, czuła, że trochę za ostro go potraktowała podczas ostatniej kłótni, ale na pewno nie miała zamiaru go przepraszać.
Podeszła do niej Ginny i wcisnęła się w ciasne miejsce między nią a bratem.
- No zjedz coś- powiedziała do przyjaciółki.
- Matko, Ginny, przyszłaś tutaj tylko po to, żeby pilnować, żebym się najadła?- Hermiona wywróciła oczami.
- Jak ci przeszkadzam to mogę pójść- zaczęła się podnosił z ławy, ale Hermiona pociągnęła ją za rękaw w dół.
- Zostań tu. Nie mam, z kim pogadać, Harry słucha dziwnych opowieści Rona, a George jest zajęty jakimiś notatkami- wskazała głową na chłopaka. Rzeczywiście pisał coś w notesie, takim samym jak w wakacje Fred. Oni zawsze mieli jakieś swoje sekrety...
- Fred cię już zaprosił?- spytała Ginny, niby od niechcenia.
- Ale gdzie miał mnie zaprosić?
- Niby ciągle siedzisz w książkach a taka głupia... No na bal- Ginny wywróciła oczami.
- Nie, nie zaprosił- odpowiedziała ostro Hermiona. Chyba trochę zbyt ostro, jak później stwierdziła.
- Ej, coś się stało?- Spytała Ruda, patrząc na nią uważnie.
- Pokłóciliśmy się.
- Co mój braciszek znowu zrobił?- Spytała zrezygnowana Ginny.
- Nie ważne, być może ja trochę zbyt impulsywnie zareagowałam...
- Ale musisz z kimś iść na bal.
- Pewnie się pogodzimy do tego czasu- powiedziała Hermiona.
Gdy skończyła jeść szybko poszła na lekcje, bo pierwsze zajęcia miała ze Snape'm a nie chciała mu podpaść.
                                                             ***
- Chcesz może pójść ze mną nad jezioro?- Spytał Krum, podchodząc do Hermiony
- Dobrze, w sumie, czemu nie, ale będę musiała wziąć książki, bo mam masę nauki- uśmiechnęła się do niego, tak naprawdę nie miała ochoty nigdzie iść, ale nie chciała być niemiła.
- Nie ma problemu, ale ja z kolei będę musiał trochę poćwiczyć, niedługo drugie zadanie a ja nie jestem w dobrej kondycji- odwzajemnił uśmiech i oddalił się korytarzem.
Nie miał dobrej kondycji? Chyba sobie żartuje, pomyślała Hermiona, codziennie robi dwa okrążenia wokół zamku, dodatkowo inne lekkoatletyczne ćwiczenia, a on mówi, że jest w słabej formie...
Wróciła do Pokoju Wspólnego z obiadu i od razu podszedł do niej Fred.
- Czego ode mnie chcesz?- Burknęła i skierowała się w stronę foteli, na których zauważyła Rona i Harry'ego.
- Chcę cię przeprosić, poczekaj chwilę- złapał ją za nadgarstek - rozumiem, że mogłaś być zła, ale przestań już się denerwować, proszę- powiedział, łapiąc ją za drugi nadgarstek i lekko do siebie przyciągając. - Chcę ci coś dać, spotkasz się ze mną dzisiaj po obiedzie?- szepnął jej do ucha.
Hermiona chwilę się zastanawiała, ta sytuacja z Fredem zaczynała już ją męczyć, może już mu odpuścić? Ale umówiła się z Wiktorem po południu... Trudno, Fred jest ważniejszy, musi odwołać spotkanie z Krumem.
- Dobrze.- Powiedziała, a na twarzy Freda od razu wykwitł radosny uśmiech.- Gdzie?
- Na Wieży Astronomicznej- pocałował ją w policzek i odszedł, a ona ruszyła w stronę przyjaciół.
- Pogodziliście się wreszcie?- Zapytał Ron, kiedy usiadła na jednym z foteli.
- Może- odpowiedziała.
- Pomożesz mi w Historii Magii?- Spytał Harry, odrywając wzrok od pergaminu, na którym coś notował.
- Pewnie, pokaż, co już napisałeś?- Zabrała mu kartkę. Przejrzała szybko, co napisał i oddała mu ją.- To jest bez sensu, napiszę to za ciebie, jeśli chcesz.
- Dziękuję, nie mam pojęcia jak się za to zabrać...
- Jak wy napiszecie SUM'y?- Hermiona pokręciła głową.
- No wiesz...- Odezwał się Ron.- Miałem nadzieję, że napiszesz je za nas.- Zrobił zawiedzioną minę, a Harry i Hermiona wybuchli śmiechem.
                                                             ***
Szła w stronę Wieży, gdy zauważyła Wiktora. Schowała się za zakrętem, zapomniała mu powiedzieć, że odwołuje ich spotkanie. Wiedziała, że powinna teraz go o tym zawiadomić, ale nie wiedziała jak. Nagle ktoś wyszedł zza zakrętu i przez przypadek na nią wpadł. Ten ktoś okazał się być Malfoyem.
- Co tu robisz, szlamo? Ukrywasz się przed kimś?- Nie mógł jej odpuścić. Chociaż ten jeden raz...
- Co cię to obchodzi, Malfoy?- Odpowiedziała z pogardą.
- Zostaw ją, blondynku- za plecami Draco pojawił się Wiktor. Był ubrany w czarną koszulkę na ramiączkach i długie luźne spodnie ze ściągaczami na końcu. Strój ten wyglądał wyjątkowo mugolsko, chociaż Hermiona i tak nie była nadal pewna, jakie ubrania można uznać za te ze świata czarodziei, a jakie były typowo mugolskie.
- A co, będziesz bronił swojej dziewczyny?- zakpił Malfoy.
- Nie jestem jego dziewczyną- burknęła Hermiona, rumieniąc się, ale Draco nie zwrócił na nią uwagi.
- Panie Malfoy, proszę za mną- nagle zza zakrętu wyszedł Snape, łapiąc Malfoya za rękę i ciągnąc za sobą bez najmniejszego wysiłku.
- Dzień dobry, profesorze- odezwała się Hermiona, ale nie uzyskała odpowiedzi od nauczyciela, ten szedł niewzruszony szybkim krokiem, puścił już chłopaka. Draco szedł, dotrzymując mu kroku. Przechodząc obok Kruma, szepnął mu coś do ucha, ale Wiktor wyglądał na niewzruszonego, tym, co Draco mu powiedział.
- To, co, idziemy?- Spytał Wiktor, podchodząc do Hermiony.

Spojrzała na niego, nie mogła mu teraz powiedzieć, że umówiła się z kimś innym. To nie wchodziło w grę, ale nie mogła też wystawić Freda, dopiero, co się z nim pogodziła...
- Pewnie- uśmiechnęła się do niego i pociągnęła za rękę, kierując się w stronę szkolnych błoni. 


Ekhem... nie wiem co mogę powiedzieć... nie pisałam od stycznia... Tak jakoś wyszło, nie chciałam :c mam nadzieję, że teraz już będę częściej pisać... chyba jeszcze ktoś tu jest? Mam nadzieję :D I przepraszam, że taki krótki rozdział, ale już jak najszybciej chciałam coś tu wstawić ;P

3 komentarze:

  1. Ja jestem, ja! :D
    Nie mam weny komentatorskiej, więc napiszę, że suuuper! ♥♥
    Czekam na następny, tylko nie tak długo, proszę :c
    + Jeśli możesz wyłącz weryfikację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko, dziękuję, myślałam że już mnie wszyscy opuścili <3 Postaram się wyłączyć, mam nadzieję że mi się uda XD

      Usuń
  2. Swietny rozdzial, dzieki ze kontynulujesz bloga :)

    OdpowiedzUsuń