wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział X


"Kto szuka w miłości spokoju, przegrywa na starcie"

Oczy wszystkich zostały zwrócone w stronę zaskoczonego i wystraszonego Harry'ego. Ron patrzył na niego z odrazą i złością.
- Harry Potter!- wykrzyknął ponownie dyrektor.
Wszyscy zaczęli szeptać między sobą, gdy Harry wstał z miejsca i wolnym krokiem podszedł do dyrektora. Ten złapał go za rękę i zaprowadził do pomieszczenia, w którym znajdowali się już inni uczestnicy, za nimi weszło tam kilkoro nauczycieli i Barty Crouch.
- Oszust! Udział można brać od wieku 17 lat! To nie sprawiedliwe!- słychać było głosy uczniów.
- O Boże, Harry nie wrzuciłby karteczki do Czary- szepnęła Hemiona w stronę Rona, Freda i George'a.
- Wiemy, nie potrzebuje więcej kłopotów, tylko pytanie: kto mógłby to zrobić?- zastanowił się George, ale Ron mu przerwał.
- A ja uważam, że to on chciał wziąć udział w Turnieju.
- Głupku, przecież, nie mógł wrzucić kartki do Czary!- odezwał się Fred.
- Mógł kogoś o to poprosić, naprawdę uważacie, że Harry nie chciałby wziąć udziału w czymś takim?- zapytał Ron z niedowierzaniem.
- Tak, myślę, że nie byłby na tyle głupi, przecież jeszcze nie zna wielu zaklęć, nie narażałby życia...
Na środek sali wyszedł profesor Flitwick.
- Proszę wszystkich, aby wrócili do swoich dormitoriów.
Uczniowie powoli zaczęli wychodzić z Sali.
                                                             ***
Hermiona, Fred, George, Ginny i Ron usiedli na miejscach. Harry dowiedział się od Hagrida, że pierwszym zadaniem będą smoki. Hermiona bardzo się denerwowała, nie chciała, aby Harry'emu stało się coś złego. Wiedziała, że ze smokami lepiej nie zadzierać. Są mściwe i mocne. Mogą walczyć długo, a śmierć jednego czternastoletniego czarodzieja wcale nie robi na nich dużego wrażenia. Na pewno nie takiego, jakie ta śmierć wywołałaby wśród przyjaciół tego czarodzieja.
Pierwsza na arenę wyszła Francuzka, Fleur Delacour. Była wystraszona, jakby zaraz miała zginąć, pewnie każde z uczestników oczekiwało śmierci. Prawdopodobnie żadne z nich nie miało nigdy do czynienia ze smokami.
Okazało się, że zadaniem, jakie mają do wykonania uczestnicy jest odebranie smoku jaja, o które stworzenie bardzo dzielnie walczyło. Jajo miało być wskazówką do kolejnego zadania. Oczywiście nikt nie wiedział, na czym będzie ono polegało, ale warto mieć jakieś pomoce, żeby przetrwać ten okropny Turniej.
Fleur się udało, zdobyła jajo, po niej zdobył je Krum i Cedric. Teraz przyszedł czas na Harry'ego. Chłopak wyszedł na arenę. Był blady i miał lekko nieobecny wzrok. Hermiona spojrzała na Rona. Nie odzywali się, a Ron chyba nie chciał odpuścić. Kilka dni temu Harry skontaktował się z Syriuszem, co jeszcze bardziej rozzłościło rudzielca. To, że Harry brał udział w Turnieju, było dla niego czymś okropnym. Nie wierzył, że Harry nie chciał wziąć w nim udziału. Teraz patrzył na arenę ze złością i ciekawością zarazem.
Hermiona natomiast była wystraszona. Na szczęście na próżno gdyż Harry użył zaklęcia przywołującego miotłę. Teraz łatwiej będzie mu rozprawić się z Rogogonem Węgierskim. Chwilę pozwodził smoka w powietrzu, lecz przeliczył się, gdyż smok, ku przerażeniu wszystkich zerwał łańcuchy i zaatakował Harry'ego. Chłopak, próbując uciec zniknął za murami szkoły. Smok poleciał za nim.
- O Boże, a co, jeśli coś mu się stanie?- Hermiona była przerażona.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze- Fred ją objął.
- Ale Harry nie wie, jak postępować ze smokami!- protestowała Hermiona- nawet ja tego nie wiem!- wtuliła się w kurtkę Freda.
                                                             ***
- Harry! Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiłam!- wybuchła Hermiona, gdy wszyscy siedzieli w Pokoju Wspólnym Gryfonów.
Harry'emu udało się pokonać smoka i zdobyć złote jajo. Był trochę pokiereszowany, ale każdy spodziewał się gorszych ran. Sam Harry był jeszcze oszołomiony po tak bliskim spotkaniu ze smokiem.
- Ja też się okropnie bałem...
- Dobra, Harry, koniec tego gadania, otwórz jajo!- George nie mógł sie doczekać, jaką tajemnicę skrywa złoty przedmiot.
Harry posłusznie spróbował je otworzyć. Odkręcił wieko, a cały Pokój przeszył okropny pisk. Każdy, oprócz Harry'ego, zasłonił uszy rękoma, gdyż nie można było tego słuchać. Chłopak od razu je zamknął, a wrzask od razu ucichł.
- Wow, co to było?!
- Nie wiem... chyba z tą pomocą do drugiego zadania będzie gorzej niż myślałem...
Nagle Harry'ego ktoś podszedł i położył mu dłoń na ramieniu.
- Możemy porozmawiać?- zapytała ta osoba, a Harry odwrócił się i ujrzał Rona.
- Znowu chcesz mnie wyzywać? Ja naprawdę nie wrzuciłem nazwiska do Czary Ognia!- powiedział niecierpliwie Harry.
- Nie... Harry... posłuchaj, chciałem cię przeprosić. Zachowywałem się jak dupek. Wiem, że nie zrobiłbyś tego, nie mówiąc mi, albo Hermionie.
- No, nareszcie to do ciebie dotarło- widać było, że Harry'emu od razu ulżyło. Na pewno trudno było mu przejść przez całą tę sytuację bez najlepszego przyjaciela u boku.
Ale Hermiona nie mogła zauważyć, jak chłopcy się godzą, bo była zbyt zajęta Fredem. Siedzieli razem na fotelu obok kominka. Fred bawił się włosami dziewczyny, a ona miała opartą głowę o jego ramię.
- Mówiłem ci, że nie musisz martwić się o Harry'ego. Jest mądry. Poradził sobie- Fred mówił cichym, ale pewnym głosem, tak, że Hermiona od razu się uspakajała.
- Miałeś rację, martwiłam się na zapas, jeszcze ta cała sprawa z Ronem...
- No wiem, może w końcu mu przejdzie. Miejmy nadzieję.
- Fred...?- zaczęła nieśmiało
- No, o co chodzi?- zachęcił ją chłopak
- Jedziesz na święta do domu?- spytała cichutko.
- Nie wiem... chyba tak, a czemu pytasz?
- Ja zostaję w Hogwarcie- odparła smutno.
- Co?! Nie zostawię cię tu samej! Pojedziesz z nami do domu! Spędzisz święta z naszą rodziną.
- Dziękuję- pocałowała go w policzek, a Freda oblał rumieniec.
                                                             ***
Hermiona zaspała na lekcje. Gdy się obudziła jej współlokatorek nie było w pokoju. Szybko się ubrała i umyła, wzięła torbę z książkami i pospiesznie wyszła z sypialni. Była zła, szła szybkim, zdecydowanym, a jednocześnie wręcz desperackim krokiem.
- Ej, gdzie tak szybko pędzisz?- usłyszała za sobą głos, odwróciła się, chociaż dobrze wiedziała, kogo zobaczy.
- Fred, nie mam teraz czasu na pogaduszki z tobą- odpowiedziała zirytowana.
- No wiesz, bo się obrażę- powiedział chłopak, udając urażony ton, i przytulając się do niej.
- Ja naprawdę nie mam czasu!- wyrwała się z jego objęć i spojrzała na niego z wyrzutem- a ty? Czemu nie jesteś na zajęciach?
- My zaczynamy dzisiaj później.
- To chociaż mi pozwól pójść w spokoju na tę przeklętą lekcję, na którą i tak już jestem spóźniona!- warknęła, podnosząc głos i odwracając się, z zamiarem odejścia. Uszła kawałek, ale usłyszała, że chłopak za nią idzie. W końcu znalazł się obok niej.
- A może ty byś sobie zrobiła dzisiaj wolny dzień i razem byśmy coś porobili...- zaproponował nieśmiało. Hermiona stanęła i spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
- Czy ty chcesz, żebym poszła na wagary?!- zapytała, unosząc brwi. Była w jeszcze gorszym nastroju niż po obudzeniu.- Nie mogę sobie tak lekcji opuszczać, kiedy mnie o to poprosisz!
- Nigdy nie opuściłaś żadnej lekcji... nic ci się nie stanie- chłopak spojrzał na nią proszącym wzrokiem.
- Nawet mi nie wspominaj nigdy więcej o wagarach- rzuciła gniewnie i szybko odeszła w stronę sali eliksirów.




Nowy rozdział trochę spóźniony, bo miał być na Wigilię, a jest już pierwszy dzień Świąt ^^ (u mnie na zegarku 1:13) pisałam ten rozdział dość długo... bo znowu mi się skleić nie chciało :D Niedługo Bal, zdajecie sobie z tego sprawę? ^^ Jak myślicie, z kim pójdzie Hermiona? xD Komentujcie, kotki :* I Wesołych Świąt :* 

wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział IX


"To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia"

- No bracie, słyszałem, co zrobiłeś, nieźle, nieźle- George przechadzał się w tę i z powrotem po pokoju, co jakiś czas spoglądając na brata.
Był wieczór, Fred siedział na łóżku, udając, że się uczy. Za oknem słońce dawno już zaszło, pozostawiając błonia w mroku nocy. Z Pokoju Wspólnego Gryfonów dochodziły odgłosy, które wskazywały, że ci, którzy jeszcze się spotkali, omawiali swoje wakacje. Ciekawe, czy jest tam Hermiona, pomyślał Fred.
- Powiedział, że Hermiona to szlama- odparł chłopak, spoglądając na swoją kopię- Nie czepiaj się mnie, co miałem zrobić?
- Co ty? Przecież ja jestem z ciebie dumny! Malfoy ma złamany nos, będzie ciekawie wyglądał, gdy przyjadą reprezentanci innych szkół.
- Właśnie, kiedy oni przyjeżdżają?
- Chyba za tydzień, albo wcześniej, nie wiem dokładnie...
                                                             ***
Hermiona siedziała w Pokoju Wspólnym, razem z Harry'm i Ronem. Powinna się uczyć, ale chciała chwilę z nimi porozmawiać. Na dworze było juz ciemno, szkolne błonia zalewał blask księżyca, nadając im piękny wygląd. Nagle poczuła, że ktoś łaskocze ją po karku. Natychmiast się odwróciła, ujrzała wysokiego, uśmiechniętego rudzielca.
- Fred!- Hermiona przytuliła go i zrobiła mu miejsce obok siebie na kanapie- I co powiedział Dumbledore?- zapytała, nie widziała się z Fredem odkąd Snape kazał mu iść do dyrektora, natomiast Malfoy został zabrany do Skrzydła Szpitalnego, a ona sama musiała iść na lekcje.
- Szlaban u McGonaggal, przez tydzień.
- Jak u McGonaggal to powinno być spokojnie- powiedział Harry, próbując go pocieszyć.
- A oprócz tego muszę przeprosić Malfoya- dokończył Fred.
- To nieciekawie- odezwał się Ron, a Hermiona spojrzała na niego z wyrzutem.
- Nie martw się, przeprosisz go, będzie z głowy i nikt nie będzie się ciebie o nic czepiał.
- Nie chcę go przepraszać! To on powinien przeprosić ciebie.
- Ale tego nie zrobi, a tylko Dumbledore i McGonaggal wierzą, że to on zaczął...
- W sumie masz rację.
                                                             ***
Pierwsza lekcja u Moody'ego była okropna, przynajmniej dla Hermiony. Zaklęcia niewybaczalne! Nie powinno się uczyć takich rzeczy w szkole. A na pewno nie w czwartej klasie. Moody oznajmił, że na każdym po kolei będzie próbował zaklęcie Imperius, żeby sprawdzić, czy zdołają znieść jego skutki.
- Ale pan profesor powiedział, że to niezgodne z prawem- Hermiona spróbowała zaprotestować, gdy nauczyciel już rozsunął stoliki, aby zrobić miejsce na środku sali.
- Dumbledor, chce abyście wiedzieli jak człowiek się wtedy czuje. Jeśli wolisz, by ktoś rzucił na ciebie to zaklęcie i tobą zawładnął to możemy się pożegnać. Droga wolna. Możesz wyjść- wskazał długim palcem w stronę drzwi, patrząc przy tym na nią swoim magicznym, wybałuszonym okiem.
- Wolę zostać- wymamrotała dziewczyna, Moody na pewno to usłyszał, ale nie zareagował.
Każdy po kolei wychodził na środek sali, a nauczyciel rzucał na niego zaklęcie niewybaczalne. Harry'emu prawie udało się powstrzymać przed działaniem zaklęcia.
                                                             ***
W końcu nadszedł Ten Dzień. Uczniowie Beauxbattons i Durmstrangu przyjechali. Chłopcy rozmawiali o jakimś graczu w Quidditcha... Chyba nazywał się Wiktor Krum, Hermiona dokładnie nie pamiętała jego imienia... Był według niej dość przystojny. Zebrali się w Wielkiej Sali, gdzie Dumbledore powiedział jakąś mowę powitalną, prawie nikt go nie słuchał, jedynie udawał. Dyrektor powiadomił tylko, że jeśli ktoś jest chętny do udziału w Turnieju Trójmagicznym, jego zadaniem jest napisanie na kartce swego imienia i wrzucenia go do Czary Ognia, wokół której nakreślona zostanie Linia Wieku, tylko osoby w wieku 17 lat i więcej będą mogły przez nią przejść.
                                                             ***
- Ja i George pracujemy nad tym, żeby przejść przez Linię Wieku- oznajmił dumnie Fred.
Wszyscy Gryfoni zebrali się w Pokoju Wspólnym, Fred i George stali obok kominka, opowiadając o swoich wynalazkach. Hermiona siedziała na kanapie razem z Ronem i Harry'm.
- Nie dacie rady, Dumbledore sam nakreślił Linię Wieku, a Dumbledore jest zbyt mądry, żeby zadbać o to, aby żadne sztuczki nie podziałały- odezwała się dziewczyna.
- Tak myślisz?- spytał Fred z dziwnym uśmiechem.
- Tak, właśnie tak myślę i jestem pewna, że mam rację- odparła sucho.
- Przekonasz się, że damy sobie radę- George był pewny siebie.
- To wy się przekonacie, że nie macie racji- Hermiona wywróciła oczami- muszę iść się uczyć- wstała i poszła do dormitorium dziewcząt.
Usiadła na łóżku, ale nie mogła się skupić, ciągle myślała o Turnieju, chyba dyrektor nie powinien na to pozwalać, przecież ktoś może zginąć. Hogwart robi się coraz mnie bezpieczny, uśmiechnęła się, gdy przypomniała sobie pierwszy rok. Wszyscy powtarzali, że Hogwart jest najbezpieczniejszym miejscem w Świecie Czarów. A już pod koniec pierwszej klasy natknęli się na trójgłowego psa. W drugiej klasie została spetryfikowana...
Z uśmiechem na ustach zasnęła.
                                                             ***
Siedziała w Wielkiej Sali, czytając książkę. Mnóstwo osób zebrało się w tym miejscu, to tutaj była Czara Ognia. Co jakiś czas jeden z uczniów wrzucał karteczkę z imieniem i nazwiskiem, mając nadzieję, że to on zostanie wybrany, jako uczestnik Turnieju Trójmagicznego.
W pewnej chwili do Sali wparowali uśmiechnięci od ucha do ucha Fred i George, trzymając w rękach małe buteleczki z jakimś wywarem. To nie wróżyło niczego dobrego.
Widocznie zadowoleni z siebie podeszli do dziewczyny.
- Cześć, kochanie- Fred pocałował ją w policzek na przywitanie.
- Co tam macie?- spytała, wskazując na fiolki, które teraz mieli ukryte za plecami.
- Nic takiego... To takie...- zaczął Fred.
- Witaminy- dokończył za niego brat. Hermiona spiorunowała go wzrokiem, po czym wróciła spojrzeniem do Freda.
- Nie róbcie sobie ze mnie jaj, powiedz, co to jest?
- Eliksir postarzający- odparł Fred- wywarzyliśmy go w nocy, chcemy wrzucić karteczki do Czary- uśmiechnął się do niej słabo. Hermiona wywróciła oczami.
- Dalibyście sobie spokój już z tym! I tak to się nie uda, nie ważne, jakich sztuczek byście nie próbowali.
- Oj, nie denerwuj się tak, czemu nie chcesz, żeby któryś z nas wziął udział?
- Bo się o was martwię!
- Słodka jesteś. Ale nie masz, o co.
- Tak, właśnie, że mam, po co. Nie chcę, żeby stało ci się coś złego- powiedziała rozgniewana.
- Zobaczysz, nic złego się nie stanie.
Zanim Hermiona zdążyła zaprotestować chłopcy jednocześnie wypili całą zawartość eliksiru. I obydwaj, w tym samym czasie zaczęli się szybko starzeć, wyrosły im brody i pojawiły się liczne zmarszczki.
                                                             ***
Gdy Fred i George doszli do siebie po incydencie z eliksirem nadszedł w końcu dzień, w którym mieli zostać wybrani reprezentanci szkół w Turnieju Trójmagicznym.
Wszyscy siedzieli w ciszy i napięciu, czekając. Każdy, kto wrzucił kartkę ze swoim imieniem do Czary Ognia był podekscytowany i jednocześnie zdenerwowany.
Na środek wyszedł Dumbledore.
- Dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym Czara Ognia wyrzuci trzy kartki. Dowiemy się, kto zostanie reprezentantem w Turnieju Trójmagicznym. Trzech uczestników będzie musiało zmierzyć się z trzema bardzo trudnymi i bardzo niebezpiecznymi zadaniami. Z Turnieju nie można się wycofać. No dobrze, nie traćmy czasu.
Wyciągnął rękę w stronę Czary Ognia i chwilę czekał. Po kilku minutach z naczynia buchnęła chmura dymu i ognia, po czym Czara wyrzuciła małą karteczkę.
- Pierwszy z uczestników, reprezentant Durmstrangu to Wiktor Krum!- krzyknął Dmbledore- Wiktorze, podejdź.
Krum wstał od stołu i podszedł do dyrektora, ten wskazał mu drzwi, po chwili Wiktor zniknął na nimi. Kolejna kartka wylądowała w długich palcach dyrektora.
- Reprezentantką Beauxbattons została Fleur Delacour!- dziewczyna podeszła do Dumbledore, zamieniła z nim kilka słów i poszła w ślad za Krumem.
- Natomiast reprezentantem Hogwartu zostaje- chwilę poczekał, aż z Czary wypadnie karteczka, podniósł ją z ziemii i przeczytał- Cedric Diggory!

Cedric postąpił tak samo jak jego poprzednicy.
- Znamy już wszystkich uczestników Turnieju Trójmagicznego...- niestety nie dokończył, gdyż z Czary wypadła kolejna kartka. Na twarzy Dumbledore'a malowało się zdziwienie, złość, niedowierzanie i coś jeszcze, czego nikt nie mógł się domyślić. Złapał kartkę w locie i przeczytał ją. Teraz widać było tylko złość i słabość. Nikt nigdy nie pomyślałby, że na twarzy Dumbledore'a odmaluje się słabość. Cały roztrzęsiony wykrzynął:
- Harry Potter!



Dzień dobry, dzień dobryyy... Ale długo pisałam ten rozdział... Nic mi się nie chciało ze sobą skleić :( Ale teraz myślę, że pójdzie już z górki ;) Bardzo proszę o chociaż jeden mały komentarz, to NAPRAWDĘ motywuje :P Na Wigilię planuję dla was <nielicznych, ale zawsze coś :D> niespodziankę ;) Mam już zaplanowane coś związanego z Krumem ^^ i oczywiście będzie coś o tym naszym zakochanym George'u ;) Nowy rozdział powinien pojawić się... jutro może nawet, ponieważ jestem chora i mam trochę czasu, a rzuciła się na mnie wena. Zostawcie cokolwiek w komentarzu ;) Pozdrawiam i całuję :* Jakaś taka wesoła jestem :D Dobra, koniec tej notki, spadam pisać dalej, buziaki dla wszystki :*
I pamiętajcie o komentarzach :*

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział VIII

Rozdział VIII


"Rozum z miłością rzadko chodzą w parze"

Gdy Fred i Hermiona skończyli robić zakupy usiedli na ławce przed bankiem. Było za piętnaście trzecia, ale po kilku minutach podeszli do nich Ginny i George.
- Udało wam się wszystko kupić?- zapytała Ginny, ale Hermiona widziała jej zdziwienie, gdy zauważyła, że Fred trzyma ją za rękę, od razu się uśmiechnęła i wyściskała Hermionę.
- No, gratuluję- powiedział tylko George. Jedynie Ginny wyczuła, że jest troszeczkę zazdrosny o dziewczynę. Chwilę posiedzieli na ławeczce, gdy podeszła do nich Molly wraz z mężem.
- Nie ma jeszcze tylko Harry'ego i Rona, tak?- spytała.
- Już jesteśmy- powiedział Ron, stając obok matki.
- Dobrze, czyli możemy wracać?
                                                             ***
Gdy Hermiona wyszła z kominka, pani Wealsey i Ginny już szykowały kolację. Dziewczyna podeszła do nich, aby pomóc. Po zjedzonym posiłku wszyscy poszli do pokoju Ginny. Ginny usiadła na swoim łóżku, obok niej usiadł George. Harry i Ron usiedli na krzesłach, natomiast Hermiona i Fred siedzieli razem na łóżku Hermiony. Szatynka oparła głowę na ramieniu chłopaka. Siedzieli tak razem i rozmawiali do późna, jedynie George wyszedł wcześniej, mówiąc, że nie czuje się najlepiej i że pójdzie już spać. W końcu wszyscy zrobili się senni.
- Dobranoc, kotku- Fred pocałował Hermionę w czubek nosa.
- Dobranoc.
- A wy od kiedy razem jesteście?- spytał zdziwiony Ron.
- Mało spostrzegawczy jesteś- stwierdził Harry.
- Już jak wróciliśmy z zakupów to było widać, idioto- dodała Ginny. Fred i Hermiona tylko krótko się zaśmiali.
                                                             ***
Przyszedł dzień wyjazdu, Hermiona i Ginny kręciły sie jeszcze po domu, zabierając z łazienki najpotrzebniejsze rzeczy. Byli na peronie za dziesięć jedenasta. Wsiedli do pociągu. Harry, Ron i Hermiona siedzieli w jednym przedziale, Fred, George i Ginny gdzieś się rozeszli.
- Jak myślicie, co ministerstwo zrobi z tymi śmierciożercami na Mistrzostwach?- spytała Hermiona.
- Tata powiedział, że już się tym zainteresowali, nie wiem, jakie działania podejmą, ale coś z tym robią.
Do ich przedziału wpadli nagle bliźniacy. Fred usiadł obok Hermiony, a George naprzeciwko.
- O czym gadacie?- zapytał George.
- O śmierciożercach- odparł Ron.
- Aha, ok, myślałem, że macie jakieś inne tematy...
- Mamy wiele tematów- odpowiedziała Hermiona.
                                                             ***
- Gryffindor!!!- wykrzyknęła Tiara Przydziału, a niski blondyn o brązowych oczach podszedł do długiego stołu i usiadł przy nim z resztą pierwszoklasistów.
- Nudzi mi się- marudził Fred- mogliby już skończyć to przydzielanie.
- Zostały już trzy osoby- odpowiedziała Hermiona.
Kolejni zostali przydzieleni do Slytherinu, Gryffindoru i Ravenclaw. Gdy wszyscy usiedli i byli bardzo głodni, Dumbledore zabrał głos.
- Witam Was w kolejnym roku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie...- po tym zdaniu niektórzy uczniowie przestali go słuchać, ale każdy się obruszył, gdy Dumbledore wypowiedział:- W tym roku nie będą odbywały się mecze Quidditcha. Powodem jest to, że nasza szkoła organizuje Turniej Trójmagiczny...
Wytłumaczył, co to oznacza. Oczywiście każdy z uczniów był zafascynowany, a większość chłopców miała nadzieję na udział w tym ciekawym wydarzeniu. Lecz Dumbledore szybko rozwiał ich plany.
- Aby brać udział w Turnieju trzeba mieć skończone siedemnaście lat.
- Co?! To niesprawiedliwe!- zbulwersowali się bliźniacy.
- Chłopaki, to niebezpieczne, musicie to zrozumieć- uspakajała ich Hermiona.
- Na pewno byśmy sobie poradzili.
- Tu nie chodzi o to czy byście sobie poradzili czy nie, tylko o to, że mogłoby wam się coś stać!
                                                             ***
Siedząc w Pokoju Wspólnym każdy był oszołomiony przybyciem nowego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. Był nim dawny auror, Szalonooki Moody. Nie sprawiał wrażenia miłego człowieka, który kocha dzieci, wręcz przeciwnie, wydawał się arogancki. Nie zrobił dobrego wrażenia zwłaszcza na Hermionie, nie była pewna czy ten człowiek w ogóle powinien uczyć w szkole. Fred i George nadal nie byli w dobrych nastrojach, widocznie Turniej Trójmagiczny zrobił na nich dość duże wrażenie. Wieczna chwała? Marzyli o tym, a przez ich wiek nie mogli wziąć udziału w czymś, co pomogłoby im to zdobyć...
                                                             ***
Pierwsze zajęcia w nowym roku szkolnym. Żaden z uczniów nie cieszył się na to wydarzenie. Jedyną osobą była Hermiona Granger. Obudziła się jako pierwsza. Poszła do łazienki, a gdy wyszła, Parvati, Lavender i Ginny już nie spały. Parvati szukała czegoś w walizce, Lavender pakowała książki na dzisiejsze zajęcia do swojej torebki, a Ginny jeszcze leżała, była zaspana, więc pewnie dopiero się obudziła. Hermiona uznała, że wszędzie dobrze, ale w Hogwarcie najlepiej. Miała wokół siebie przyjaciół, którzy zawsze byli dla niej dobrzy, nauczycieli, którzy pomagali jej w nauce, a teraz jeszcze chłopaka... na myśl o Fredzie uśmiechnęła się do siebie. Parvati najwyraźniej to zauważyła.
- O, Hermiona, od razu widać, że w kimś się zakochałaś, uśmiechasz się bez powodu, to takie słodkie, ale kim jest ten szczęśliwiec?- usiadła obok Hermiony na łóżku dziewczyny.
- A ty, co taka wścibska!- odpowiedziała szerzej uśmiechając się Hermiona.
- No wiesz, mieszkamy razem a ty nawet nie chcesz mi powiedzieć kto ci się podoba- Parvati udała urażoną.
- Mieszkamy razem? Jesteśmy zmuszone razem mieszkać!- Hermiona zaczęła się śmiać.
- Dobra, dobra, nie wymijaj się od odpowiedzi! No, słuchamy, kto to?- teraz do rozmowy włączyła się Lavender, składając wczorajsze ubranie.
- Nie dacie mi żyć! Chodzę z Fredem- odpowiedziała w końcu Hermiona.
- Z jakim Fredem?- zapytały obie, zdziwione.
- Z moim bratem, do cholery jasnej, możecie być ciszej? Próbuję jeszcze spać!- wykrzyknęła zdenerwowana Ginny. Niestety, nie był jej dany spokój tego ranka, dziewczyny zaczęły zachowywać się jeszcze głośniej.
- Fredem Weasley'em?! Jak to? Przecież się zupełnie różnicie!
- Przeciwieństwa się przyciągają- odpowiedziała Hermiona.
                                                             ***

Spotkała się z Fredem, gdy wracała ze śniadania, on dopiero na nie szedł.
- Możesz mi wyjaśnić, czemu połowa osób mówi, że nigdy by się czegoś po mnie nie spodziewała, że nie pasujemy do siebie, ale że wyglądamy słodko?
- Ojeju, miałam nikomu nie mówić?
- Nie, nie o to mi chodzi, po prostu, naprawdę zdążyłaś już wszystkim powiedzieć, że jesteśmy razem?- uśmiechnął się do niej z wyrazem uznania.
- Nie, powiedziałam tylko Parvati i Lavender, one musiały wszystkim rozgadać... Przepraszam...
- Nie masz za co! To nawet lepiej, ciągle ktoś by się wypytywał czemu spędzamy ze sobą tyle czasu i tak dalej...
- To dobrze, muszę już iść, niedługo mam zajęcia...- powiedziała dziewczyna.
- Ja dopiero na śniadanie idę, nie wiem, jak się wyrobię- zaczął się śmiać Fred.- Nie zatrzymuję cię, ale musisz mi dać całuska w policzek, bo później się zobaczymy dopiero wieczorem.
- Z chęcią- uśmiechnęła się i zbliżyła do chłopaka, w ostatniej chwili Fred odwrócił głowę i pocałował Hermionę w usta.
- No no, masz w końcu chłopaka, Granger? To dziwne, że w ogóle ktoś chce chodzić z taką szlamą- usłyszeli za sobą głos, który znali bardzo dobrze, przez całe wakacje byli od niego wolni, ale oto teraz powraca piekło. Malfoy stał od nich jakieś pięć metrów, z Goyle'em, który zajadał się jabłkiem. Hermiona powoli odwróciła się do niego- A, no tak, to Wealey, jemu każda odpowiada.
- Możesz zabrać swój arystokracki tyłek w inne miejsce?- odezwał się Fred.
- Bardzo chętnie, nie jest przyjemnie na was patrzeć.
- Na ciebie jeszcze gorzej.
- Idziemy, Goyle, niedobrze mi, jak na nich patrzę... A zwłaszcza na tą szlamę.
                                                             ***
Malfoy trafił do Skrzydła Szpitalnego z krwawiącym nosem. Fred właśnie szedł do dyrektora się wytłumaczyć. Wcale nie chciał go uderzyć, tak jakoś wyszło. Doszedł do drzwi dyrektora, wymówił hasło i wszedł...
Dumbledore siedział za biurkiem i wpatrywał się w Fawkesa, który skubał swoje piórka. Uniósł wzrok znad okularów-połówek. Spojrzenie miał przyjacielskie, można było mu o wszystkim powiedzieć. Nie wyglądał na człowieka, który często się denerwuje. Właściwie nie wyglądał na kogoś, kto wogóle się denerwuje.
- Dzień dobry, panie Weasley. Usiądź- dyrektor wskazał mu krzesło naprzeciw siebie.
- Dzień dobry, profesorze- odpowiedział Fred, siadając.
- Nie spodziewałbym się po panu takiego czynu- wyznał staruszek, głaskając feniksa po grzbiecie. -Dlatego zapytam wprost: czy to pan Malfoy uderzył cię pierwszy? Kto zaczął?
- Malfoy nawet mnie nie dotknął- odpowiedział spokojnie Fred. Mógłby skłamać, powiedzieć, że tylko się bronił, ale nie byłby w stanie tego zrobić przed Dumbledorem.
- W takim razie jak doszło do tego incydentu?
- Powiedział coś niemiłego o Hermionie...
- No tak, mogłem się tego spodziewać- dyrektor spojrzał na okno- język to jego jedyna broń, ale skoro to on pierwszy zaczął kłótnię, jest pan niewinny, pan jedynie się bronił, a właściwie bronił pan przyjaciółki, co jest jeszcze większym czynem. Chętnie bym pana puścił wolno, ale to jest niezgodne z regulaminem, więc przydzielam ci tydzień szlabanu u profesor McGonaggal. I jeszcze coś, musisz przeprosić Draco.
- Za co?- zapytał zdziwiony Fred.
- Ja też uważam, że to nie jest potrzebne, ale profesor Snape uznał, że pan Malfoy nabawił się poważnego uszczerbku na zdrowiu i wymaga przeprosin. Zrobi to pan?
- Tak, zrobię.
- Dobrze, idź już na lekcje.
- Do widzenia, profesorze.
Fred wyszedł z pomieszczenia, zostawiając Dumbledore'a samego ze swymi myślami.


~~~
Komentujcie, kochani ;) jeśli macie twittera, to może mnie zaobserwujecie? ;) @ Paulina_Hi_Baby :* robię follow back ;)

sobota, 19 października 2013

Rozdział VII


"Skoro nie można się cofnąć trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód"

Hermiona wstała i zeszła do kuchni, gdzie już siedziała cała rodzina Weasley'ów i Harry, brakowała jedynie Freda i George'a. Usiadła na krzesełku obok wystraszonej pani Weasley.
- Co się stało?- zapytała Szatynka, na co Molly zaczęła płakać.
- Na meczu zjawili się śmierciożercy- odpowiedział zdenerwowany Harry.- Na niebie pojawił się Mroczny Znak, musieliśmy uciekać.
Hermiona nie wiedziała co powiedzieć. Przytuliła jedynie panią Weasley, która nadal płakała.
- Przyszli po mnie- powiedział Harry.
- Nie możesz tak myśleć- powiedział Artur.
- Ale tak jest!
- Harry, pamiętaj, że będziemy cię chronić.
- Nie chcę przez cały czas być chronionym, musimy stawić czoła i go powstrzymać, nie możemy pozwolić mu, żeby zabił więcej ludzi.
- Harry, najpierw Ministerstwo musi zrozumieć w jak wielkim niebezpieczeństwie jest świat czarodziejów.
- Miałem sen, w którym Voldemort zabija bezbronnego mugola.
- Czemu wcześniej nic nam o tym nie powiedziałeś?
- Nie wiem... myślałem, że nie jest to ważne- powiedział Harry, a w tym czasie Fred i George zeszli z góry, George opowiedział bratu na górze co się stało.
- Był tam ktoś jeszcze? W twoim śnie.
- Tak, był Peter Petigrew i ktoś jeszcze, nie znam go.
- Dobrze, dzieci, idźcie na górę, muszę porozmawiać z Molly- powiedział Artur, wszyscy poszli do pokoju Harry'ego i Rona.
- Nic wam się nie stało?- zapytała od razu Hermiona.
- Nie, nam nic nie jest, ale możemy już o tym nie rozmawiać?- odpowiedział Ginny- A wy, co robiliście?
- Nic ciekawego- Hermiona lekko się zarumieniła na wspomnienie wieczoru. Nie uszło to oczywiście uwadze Ginny, lecz przy wszystkich nie chciała wypytywać.
- Graliśmy w szachy czarodziejów, rozmawialiśmy, jak już Hermiona powiedziała, nic ciekawego- w głosie Freda również było słychać zakłopotanie.
- Mama powiedziała, że jutro pojedziemy po podręczniki do szkoły- powiedział Ron.
- Może pójdziemy już spać? Jestem strasznie zmęczona- zaproponowała Ginny, wszyscy się zgodzili.
                                                             ***
Hermiona obudziła się o dziewiątej rano, Ginny już nie spała.
- No więc, wczoraj nie było jak, więc pytam teraz: co robiliście kiedy nas nie było?- zapytała, gdy tylko zauważyła, że Hermiona juz nie śpi
- No, Fred wczoraj wszystko powiedział.
- Wszystko?
- No nie wszystko...
- No to czego nie powiedział?
- No dobra, powiem ci, wczoraj Fred znalazł w lodówce piwo, które przywiozłam twojemu tacie i wypił trzy puszki.
- Tylko mi nie mów, że tak się zaczerwieniliście z powodu alkoholu.
- No nie, bo późnie Fred mnie pocałował- powiedziała niepewnie Hermiona.
- Co?!- wrzasnęła Ginny.
- A ja nie protestowałam.
- Ale jak to on cię pocałował? Tak po prostu nagle zaczęliście się całować?
Hermiona opowiedziała przyjaciółce wszystko po czym zeszły na śniadanie. Pani Weasley krzątała się po kuchni przygotowując posiłek dla rodziny. Przy stole siedzieli Fred i George.
- Cześć dziewczyny- przywitali się.
- Cześć- odpowiedziała Hermiona, po czym zwróciła się do pani Weasley- pomóc pani przy śniadaniu?
- Nie, dziękuję, kochanie, juz kończę.
Dziewczyny usiadły przy stole, Ginny na przeciwko George'a, Hermiona naprzeciw Freda. Chłopak uśmiechnął się do Szatynki, odpowiedziała mu tym samym.
- Jak było na meczu? Oczywiście oprócz tego, co stało się potem?- zapytała.
- Było super, naprawdę, gdyby nie ta akcja ze śmerciożercami byłoby jeszcze lepiej.
Do kuchni weszli Harry i Ron.
- Cześć- przywitali się i usiedli do śniadanie, które właśnie przygotowała pani Wealsey. Zjedli i zaczęli szykować się do wyjścia.
- Może dobierzcie się w pary- zaproponowała Molly- hmm... Ty Harry, będziesz z Ronem, Fred z George'm...
- Mamo... Mogę być z Hermioną?- przerwał jej Rudzielec. Hermiona spojrzała na niego, jakby chciała go zabić
- No dobrze- odparła zdziwiona matka- więc ty z Hermioną, a Ginny z George'm, ja będę z Arturem. Kupcie sobie, co potrzebne. Spotkamy się o piętnastej pod Gringottą.
Pierwsza do kominka weszła Ginny, później George, następnie Molly, Artur, Harry, Ron, Hermiona i Fred.
                                                             ***
- Czemu chciałeś ze mną łazić po pokątnej?- zapytała od razu, gdy się spotkali Hermiona Freda.
- Chciałem z tobą porozmawiać.
- O czym?
- Przepraszam, że wczoraj cię pocałowałem, nie chciałem być nachalny...
- Ja tego nie żałuję- Hermiona usłyszała swój głos. "Co ja powiedziałam?! Teraz to w ogóle się pogrążyłam"- pomyślała.
- Ja też nie- powiedział chłopak uśmiechając się do niej. Hermiona spłonęła rumieńcem.

Fred przysunął się do niej i równie delikatnie, jak wczorajszego wieczoru, pocałował ją.
- Może powinniśmy spróbować?
- Czy ty właśnie zaproponowałeś...
- Tak, chcę żebyśmy byli razem.
- Ja też tego chcę- przytuliła się do swojego chłopaka. 


~~~~~~~~
No więc tak, na szczęście mi się naprawiło i moge dodawać posty zwyczajnie, a nie przepisywać z Worda na Bloggera :D Proszę, komentujcie, bo naprawdę to jest dla mnie ważne, codziennie wchodzę na bloggera i sprawdzam, czy nie ma komentarzy, cokolwiek, nawet hejty :D A, i przepraszam, że taki krótki i nudny ten rozdział, ale pisałam go jeszcze w wakacje...

sobota, 28 września 2013

Rozdział VI

Rozdział VI


„Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.”

Wszyscy wstali bardzo wcześnie, byli podekscytowani meczem. Jedynie Fred był przygnębiony, zawsze chciał zobaczyć na żywo prawdziwą grę w Quidditcha, a akurat wtedy, gdy miał na tą szansę, musiał złamać nogę. Do tego prześladowała go myśl, że przez niego Hermiona nie obejrzy meczu na żywo. Chociaż ona i tak się tym nie interesowała.
- Ale Hermiono, czy na pewno nie chcesz jechać na mecz? Bo jeśli teraz zmienisz zdanie, to ja mogę zostać z Fredem...- mówiła pani Weasley po raz setny.
- Ależ nie, proszę pani, ja się nie interesuję sportem i naprawdę wolę zostać w domu.
- No dobrze, ale jeśli tylko zmienisz zdanie to powiedz, kochana. Pomyśl jeszcze o tym, masz czas do naszego wyjścia z domu.
- Dobrze, pomyślę, ale jestem pewna, że zostanę.
W tym momencie Hermionę zaatakowała Ginny.
- Proszę cię, zmień zdanie, wolę żebyś ty tam pojechała, nie mama- wyszeptała jej do ucha.
- Ginny, ja lepiej zostanę z Fredem.
- Aha, no dobra- odpowiedziała i odeszła w stronę pani Wesley, która poprosiła ją do pomocy, przy robieniu kanapek. Do nich doszła również Hermiona. Najpierw zrobiły śniadanie, a gdy wszyscy już jedli, Molly przygotowywała kanapki na podróż.
                                                             ***
Hermiona weszła do salonu z książką, miała zamiar trochę poczytać, nauczyła się historii magii, zielarstwa i obrony przed czarną magią więc teraz chciała się chwilę zrelaksować. Na kanapie siedział Fred i zapisywał coś zamaszyście w notesie. Z tego co wiedziała był to notes, w którym on i George wypisywali nowe pomysły na wynalazki, a później je opisywali. Usiadła obok niego.
- Jak noga?
- Boli, ale codziennie jest coraz lepiej- odpowiedział, nie odrywając wzroku od swojego zeszyciku.
- Mhm- mruknęła Hermiona i wzięła się za czytanie. Po pewnym czasie chłopak odłożył notes na stolik.
- Co czytasz?- zapytał.
- "Romeo i Julia", Williama Szekspira.
- Przeczytasz mi kawałek?
- Jeśli chcesz- odpowiedziała dziewczyna i zaczęła od momentu w którym skończyła.
"- Bądź zdrowa! Jeszcze jeden uścisk krótki.
- Już idziesz; o mój drogi! Mój milutki
Muszę mieć co dzień wiadmość o tobie;
A każda chwila równą będzie dobie
Zgrzybieję, licząc podług tej rachuby
Nim cię zobaczę znowu, o mój luby!"
Hermiona zatrzymała się w tym momencie, widząc, że Freda to nudzi.
- Nie podoba ci się?- spytała.
- Takie trochę przesłodzone, ale ostatecznie może być.
- Chłopakom żadko ta książka się podoba.
- Może dlatego, że mało z niej można zrozumieć
- To był jeden z najłatwiejszych fragmentów- odpowiedziała zażenowana Hermiona.
- To nie wiem, ja ty to możesz czytać.
- A jednak mogę. I według mnie książka jest bardzo ciekawa- powiedziała i zmieniła temat- Co tam zapisywałeś?- zapytała, udając, że mało ją to obchodzi.
- Ja i George dopracowujemy jeszcze proszek zmiany koloru skóry.
- Mhm, kiedy się kończy mecz?
- Zależy od tego, kiedy Aidan Lynch albo Wiktor Krum znajdą i złapią Złoty Znicz. Wtedy mecz się zakończy.
- Czyli może trwać kilka dni?- zapytała zdziwiona Hermiona. Nigdy nie interesowała się tym sportem.
- Wreszcie jakaś rzecz, o której nie wie panna Granger- zaśmiał się Fred. Hermiona posłała mu spojrzenie mówiące "nie żaruj sobie ze mnie" i zaczęła dalej czytać "Romea i Julię"- Oj no, nie obrażaj się- chłopak znów zaczął się śmiać i łaskotać Hermionę, na co ta wybuchła niekontrolowanym śmiechem.
- Fred, przestań, proszę...- mówiła ledwo łapiąc oddech. W końcu chłopak odpuścił i zaczęli się śmiać bez powodu.
                                                                   ***
Hermiona stała przy blacie kuchennym i czekała aż zagotuje się woda. Fred nadal siedział na kanapie i coś zapisywał.
- Chcesz kawy?- zawołała dziewczyna.
- Chętnie.
Zaparzyła kawę i podeszła z nią do stolika, który był umieszczony obok kanapy.

- Ile słodzisz?
- Trzy łyżeczki- odpowiedział chłopak, nie odwracając wzroku od notatek. Dopiero, gdy Hermiona podała mu napój spojrzał na nią i podziękował.
Hermiona usiadła i zaczęła dalej czytać. Gdy skończyli pić wstała i zaniosła filiżanki do kuchni, chciała pozmywać po śniadaniu.
- Pomóc ci?- zapytał Fred, który nagle znalazł się obok dziewczyny.
- Naprawdę chcesz mi pomóc?- odpowiedziała zdziwiona.
- No wiesz, czasami się na coś przydaję- odpowiedział, śmiejąc się chłopak- To co mam robić?
- Możesz wycierać talerze i układać je w szafce.
Fred zaczął robić to, o co poprosiła go dziewczyna, rozmawiali przy tym o wszystkim. Fred opowiedział Hermionie o czarach, oczywiście rzeczy których nie wiedziała, natomiast ona mówiła mu o mugolskich przedmiotach.
- Ouch, zacięłam się nożem- w pewnej chwili powiedziała Hermiona. Z jej palca małymi kropelkami ściekała krew- Gdzie macie jakieś plastry? Macie wogóle?
- Pewnie, że mamy, poczekaj, przyniosę ci.
Po chwili wrócił.
- Daj, przykleję ci go- powiedział chłopak, po czym przykleił Hermionie plaster na zraniony palec.
- Dziękuję ci- powiedziała dziewczyna i pocałowała go w policzek. Chłopak się zarumienił, co Hermiona zauważyła. Zaczęli dalej zmywać, a po wykonaniu pracy postanowili zagrać w szachy czarodziejów.
- Herma! Zobacz, co znalazłem!- wykrzyknął Fred, zaglądając do lodówki. Wyjął z niej butelkę- Czy to nie jest czasem mugolskie piwo?
Hermiona podeszła bliżej, żeby to sprawdzić.
- Tak, mój tata kazał dać panu Weasley'owi kilka butelek, żeby spróbował.
- Tata chyba nie zauważy, jak zniknie mu jedno- zanim Hermiona zdążyła zaprotestować, chłopak juz brał łyk- otworzyć ci jedną butelkę?
- Chyba nie powinniśmy pić alkoholu, jeteśmy za młodzi.
- Oj daj spokój, nic nam nie będzie, ale nie namawiam cię, sam sobie wypiję.
Usiedli przy stole, Fred rozłożył pionki. Hermiona nie była zbyt dobra w tej grze, rzadko grała i uważała, że jest bardzo brutalna, ale w takiej sytuacji, dla zabicia czasu, zgodziła się. Nawet wydawało jej się, że Fred daje jej wygrywać.
- Pójdę pod prysznic- powiedziała, bo kilku rundach gry, wygrała trzy razy, Fred tylko raz.
                                                                          ***
Gdy wyszła z łazienki było już około dziewiętnastej. Spojrzała na blat w kuchni, Fred wypił jeszcze dwa piwa! "No to nieźle sobie zaszalał"- pomyślała. Fred siedział przy stole w kuchni i jadł kanapkę. Podeszła do niego.
- O, już wyszłaś!- powiedział. Hermiona już wyczuła, że jest lekko wcięty. "Dziwne, po trzech piwach". Nigdy by się tego nie spodziewała, była pewna, że Fred i George mogli się upić dopiero po kilku kieliszkach Ognistej, a to ją zaskoczyło. Usiadła obok niego.
- Chcesz kanapkę?- spytał chłopak.
- Nie, dzięki, nie jestem głodna.
- Powinnaś coś zjeść.
- Naprawdę nie jestem głodna.
- No dobra, jak tam chcesz.
                                                                          ***
Hermiona i Fred wchodzili schodami do swoich pokoi. Chłopak miał lekki problem z wejściem po schodach. Hermiona podejrzewała, że być może pierwszy raz pił alkohol, ale trudno było jej w to uwierzyć. Fred stanął w drzwiach swojego pokoju, a Hermiona zaczęła wchodzić wyżej.
- Dobranoc- powiedziała tylko.
- Ale poczekaj.
Hermiona zeszła kilka schodów, żeby stać na równi z chłopakiem.
- Masz bardzo ładne usta.
- Dziękuję- zarumieniła się dziewczyna. "Ciekawe o co mu chodzi?"
- A mogę je pocałować? - nie czekając na odpowiedź zbliżył się do Hermiony i delikatnie dotknął jej ust swoimi. Dziewczyna była dość zdziwiona takim rozwojem sytuacji, ale nie chciała tego przerywać. Po kilku sekundach Fred się odsunął i wszedł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Hermiona nadal nie mogła uwierzyć, że to zrobił. Fred Weasley ją pocałował! Czyli albo mu się podobała, albo tak działał na niego alkohol. Położyła się w łóżku. Miała w głowie tylko jedno pytanie: "dlaczego to zrobił?". Dość długo nie mogła usnąć, a gdy już jej się udało, obudziła ją roztrzęsiona Ginny.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra, jakoś udało mi się skończyć ten rozdział, było trudno, bo musiałam wszystko z Worda przepisywać tutaj, na bloga, nie mogłam kopiować, przepraszam za utrudnienia w czytaniu, trochę to niezbyt, jakby to powiedzieć... ładnie (?) wygląda.  Mam już na Wordzie napisane dwa kolejne rozdziały, ale muszę je przepisać na bloggera :( A poza tym to nie wiem kiedy będzie nowy rozdział, bo oprócz tego, że nie chce mi się przepisywać, to jeszcze pisze inne blogi, więc... zobaczymy ;) i proszę was bardzo, komentujcie, bo nie wiem co myślicie, czy może coś zmienić, a poza tym to bardzo motywuje <3

sobota, 14 września 2013

The Versatile Blogger

Zostałam nominowana przez: DarknessIsMyDream z bloga:http://onedirection-pliss.blogspot.com/, za co bardzo dziękuję, nawet do głowy mi nie przyszło, że ktoś czyta mojego bloga, a co dopiero, że zostanę nominowana.

Zasady:

1. Podziękuj osobie nominującej
2. Ukarz nagrodę The Vessatile Blogger.
3. Ujawnij siedem faktów o sobie
4. Nominować 15 blogów, które na to zasługują
5. Poinformować autorów o ich nominacjach. 

A oto 7 faktów o mnie ;) :

1. Mam nyktofobię, czyli paniczny strach przed ciemnością :/
2. Jestem uzależnianona od czekolady i coca-coli :D
3. Moim marzeniem jest zamieszkać w Londynie lub Nowym Jorku <3
4. Kocham herbatę i kawę (głównie latte i cappuccino).
5. Ciągle jest mi zimno :(
6. Kocham oglądać piłkę nożną, ale sama nienawidzę sportu (oprócz tańca)
7. Moimi uulubionymi zespołami są: Bednarek i The Wanted <3

Nominuję:


wtorek, 6 sierpnia 2013

Przepraszam

Chciałam przeprosić, za to, że poprzedni rozdział był jaki był postaram się to naprawić, ale na razie nie wiem jak usunąć tą usterkę :/ Mam napisane dwa rozdziały, w których dużo się dzieje, ale dokópki nie naprawię tej wady nie mogę dodać, bo niczego byście się nie dowiedzieli :P Pozdrawiam i proszę o wyrozumiałość i cierpliwość :*

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział V

Rozdział V

"Ten, kto kocha naprawdę kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami"

Dziewczyny wstały dość późno, i gdy zeszły na śniadanie chłopaki już czekali przy stole na śniadanie.
- Dzień Dobry- powiedziała Hermiona do pani Weasley, która przyrządzała posiłek, po czym podeszła do niej i zapytała w czym ma pomóc, gdy rozkazy dla niej i Ginny zostały wydane, Hermiona odezwała się do Rona, Harry'ego, Freda i George'a.- A wy, moglibyście pomóc.
Chłopcy niechętnie zwlekli się z krzeseł i pomagali dziewczynom w zmywaniu,  podczas, gdy pani domu dalej przygotowywała śniadanie.
- Mamo, nie możemy tego zrobić za pomocą czarów?- jęczał Ron.
- Możesz raz na jakiś czas popracować Ronaldzie- odpowiedziała sucho Molly.
Po zjedzonym śniadaniu Harry, Ron, Hermiona, Ginny, Fred i George wyszli odgnomić ogródek. Fred wyjął jednego z krzaka i zakrzyknął:
- Patrzcie ten gnom jest podobny do Rona!- wszyscy wybuchli śmiechem, o dziwo, nawet Ron.
Ginny i Hermiona nie były zbyt dobre w tym zajęciu, więc po prostu udawały, że szukają stworzeń, a tak naprawdę chodziły obok siebie i rozmawiały.
Gdy tylko skończyli pracę, wrócili do domu i grali w Eksplodującego Durnia. Jak zwykle najczęściej wygrywał któryś z bliźniaków.
- Przepraszam, ale chyba pójdę do pokoju, trochę boli mnie głowa- oznajmiła po pewnym czasie Hermiona, wychodząc z salonu. Ginny poszła z nią.
- Położę się na chwilę, może mi przejdzie- powiedziała do przyjaciółki Szatynka, siadając na łóżku.
- Może chcesz wody- zaoferowała Ruda- albo głodna jesteś.
- Nie, Ginny, wszystko w porządku, czasami mam takie bóle, to nic złego. Idź na dół i w końcu wygraj z chłopakami- zaśmiała się Hermiona.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to wołaj- odpowiedziała wychodząc.
                                                             ***
Hermiona usnęła. Obudziła się dopiero, gdy do jej pokoju wszedł Fred.
- Co ty tu robisz?- zapytała zaspana dziewczyna.
- Zostawiłem u Ginny książkę, która jest mi bardzo potrzebna...
- Aha spoko... co tak cicho tam na dole?- rzeczywiście z dołu nie dochodziły odgłosy rozmów.
- Rodzice gdzieś wyszli, a my na podwórku gramy w Quidditcha. Chcesz do nas dołączyć?
- Nie, wiesz, ja może lepiej popatrzę, nie lubię grać- odpowiedziała i zeszła z łóżka.
Razem zeszli do ogródka. Uzgodnili, że będą dwie drużyny, w jednej miał zagrać Ron z Harry'm i Ginny, a w drugiej Fred i George. Trudno było im grać tylko we dwójkę, ale jakoś sobie radzili. Wygrywali, może dlatego, że mieli większe doświadczenie i znali różne taktyki. Nagle Fred lekko się osunął z miotły, po czym spadł z niej twardo lądując na ziemi. Pierwszą osobą, która podbiegła do niego była Hermiona. Wyglądało na to, że chłopak zemdlał, gdyż leżał w bezruchu nie ruszając się. Zanieśli go do domu i położyli na kanapie, po paru sekundach rudzielec się ocknął.
- Ależ mnie boli noga...- jęknął od razu po przebudzeniu- nie mogę nią ruszać.
- Chyba jest złamana- powiedziała Hermiona i usztywniła nogę za pomocą deski, którą Ginny przyniosła ze schowka na miotły.
- Jak to złamana? Przecież pojutrze mecz Quidditcha. Muszę tam być.
- Może pojedziecie do szpitala i tam coś zrobią z twoją nogą.
- No co ty, tam mają ważniejsze sprawy niż moja noga.
- To rodzice ci ją naprawią za pomocą zaklęcia- pocieszała go Hermiona.
- Rodzice zbyt dobrze nie znają takich czarów i wolą nie próbować- odezwała się Ginny.
- Za ile oni wrócą?- zapytała Hermiona.
- Powinni być za jakieś pół godziny.
- Do tego czasu, Fred ma leżeć z nogą usztywnioną tą deską- zarządziła Hermiona, po czym zwróciła się do Ginny- chodź ze mną do kuchni, zrobimy herbatę.
- Myślę, że nie będzie mógł pojechać na mecz- odezwała się cicho Hermiona, aby chłopak jej nie usłyszał. Ginny właśnie wstawiała wodę na herbatę.
- Może będzie dało się coś zrobić- odpowiedziała równie cicho.
- Ale będziecie musieli jechać do szpitala.
- Nie wiem, co robić, mama na pewno coś wymyśli.
Dziewczyny weszły do pokoju z ciepłym napojem i postawiły go na stoliczku, po czym usiadły obok chłopaków, gdy weszły do pomieszczenia zrobiło się nagle dziwnie cicho, jakby chłopcy nie chcieli, aby one się o czymś dowiedziały.
- No co?- zapytała w końcu Hermiona- o co wam chodzi?
- Nie, nic- odpowiedział z uśmiechem Ron.
- Oh, nie chce mi się nawet zgadywać o co wam chodzi.
- Niedługo musimy jechać na pokątną- zmienił szybko temat Fred- potrzebujemy przecież podręczników do szkoły.
- Tak, masz rację, pewnie wybierzemy się tam niedługo po meczu- posłodziła herbatę i napiła się.
Chłopcy wybuchli śmiechem, Ginny nie wiedziała o co chodzi, ale po chwili zauważyła, że twarz Hermiony jest cała w niebieskich plamkach. Dziewczyna nadal nie wiedziała o co chodzi, jej przyjaciele nie chcieli jej powiedzieć z czego się śmieją, jedynie Fred przez śmiech poradził jej, aby spojrzała w lustro, wybiegła szybko do łazienki.
- Fred! George! Co wyście mi zrobili?!- usłyszeli krzyk Hermiony.
Wróciła okropnie zła.
- Jak ja to teraz zmyję, co?- zwróciła się w stronę bliźniaków.
- A czemu od razu oskarżasz nas?
- Bo tylko wy, miewacie takie pomysły! Jak ja się domyję? Jak wy to zrobiliście?
- Samo zniknie po około piętnastu minutach. Do cukru dodaliśmy trochę proszku powodującego przebarwienie skóry. Nasz nowy wynalazek- wyjaśnił Fred.
Hermiona usiadła nadąsana, ale po chwili jej przeszło, akurat wrócili pan i pani Weasley.
- Fred! Co ci się stało?!- wrzasnęła Molly Weasley, gdy tylko weszła do domu.
- Mamooo, to zwykłe złamanie... Nic mi nie będzie- odpowiedział chłopak- spadłem z miotły...
- Mogłeś bardziej uważać, co my teraz zrobimy? Ja i twój ojciec nie umiemy naprawiać złamanych kości, a w Świętym Mungu cię nie przyjmą, mają ważniejsze sprawy...
- Nie martw się, kochanie, akurat mam mugolską książkę, o tym jak dbać o urazy kości, jakoś sobie poradzimy- powiedział Artur Weasley.
- No dobrze, jakoś to będzie, jesteście głodni?- zapytała kobieta.
- Tak.- Pierwszą osobą, która odpowiedziała na to pytanie był oczywiście Ron.

Molly poszła do kuchni przyrządzić kolację, natomiast Ginny, Hermiona, Harry i Fred podtrzymywany przez George'a i Rona poszli na górę, do pokoju Rona.
- Ej, chwila, ale czy ja będę mógł iść na mecz z tą nogą?- zapytał nagle Fred. Hermiona ciężko westchnęła.
- Obawiam się, że nie...- powiedziała. Zauważyła, że chłopak posmutniał i wtedy wpadła na pewien pomysł...- ale jeśli tylko chcesz to ja mogę z tobą zostać w domu, żebyś nie był sam.
- Jeśli chcesz- odpowiedział Fred.



OK, jest nowy rozdział, przepraszam, że tak długo musieliście czekać, o ile wogóle ktoś czekał, i mam nadzieję, że teraz będę częściej dodawała notki, ale sami wiecie, wakacje, na nic nie ma czasu :D Zachecam do komentowania, bo to naprawdę napędza do pisania :) myślę, że rodział trochę nudny, ale za to w następnym dzieje się troszkę więcej, w końcu Hermiona ma zostać w domu sama z Fredem :P A, i jeśli ktos chciał przeczytać o Meczu, to bardzo przepraszam, ale musiałam coś zmienić, taka już moja natura :D Ale się rozpisałam, do zobaczenia w następnym rozdziale :D
PS. Byłby ktoś chętny, aby stworzyć mi nagłówek? :)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział IV

Rozdział IV

"Miłość jest jak motyl- piękna, bajeczna i trudna do złapania"

Po całym dniu spędzonym razem przyjaciele byli bardzo zmęczeni. Szli ciemną uliczką w stronę domu Hermiony. Nagle usłyszeli za sobą wołanie.
- Ej, Granger, co, wróciłaś z wariatkowa na wakacje?- głos zdecydowanie należał do dziewczyny.
- O nie... To Mery... - szepnęła szatynka.- Miałam nadzieję, że jej nie spotkamy... Kiedyś się przyjaźniłyśmy, ale znalazła sobie nową koleżaneczkę i od tamtego czasu się ze mnie wyśmiewają.- Hermiona odwróciła się gwałtownie- Dla twojej informacji, ja nie siedzę w wariatkowie, co zdecydowanie przydałoby się tobie, lecz uczę się w szkole, w której nauczyciele nie tolerowaliby twojego zachowania, Mery...
- Oh, jak słodko, przyjechałaś z równie nienormalnymi przyjaciółmi?
- Lepiej nie zwracajmy na nią uwagi.
- Ale Hermiono, może jednak zareagujemy, chyba nie powinniśmy dawać jej takiej satysfakcji...- powiedział George.
Zauważyli, że z naprzeciwka ktoś idzie.
- Kate?! Cześć! Dawno się nie widziałyśmy!- wybuchła Hermiona i rzuciła się na szyję postaci.
- Hermiona, to ty?! Gdzieś ty była przez te dziesięć miesięcy?...
- Spotykamy dziś dosyć sporo przyjaciół Hermiony...- Szepnęła do braci Ginny.
- Może was przedstawię...- powiedziała szatynka.- To jest Kate, moja przyjaciółka z czasów kiedy jeszcze nie chodziłam z wami do szkoły- teraz zwróciła się w stronę Kate i przedstawiła jej Freda, George'a i Ginny.
Za nimi nadal stała Mery i wykrzykiwała jakieś obelgi w stronę Hermiony.
- Mery, zamknij się, wykrzykujesz o tym, że Hermiona przez cały rok szkolny siedziała w wariatkowie, bo nadal masz nadzieję, że tam trafisz i chcesz mieć tam przyjaciół- rzuciła Kate w stronę Mery. Krzyki ustały, pewnie dlatego, że dziewczyna skręciła w uliczkę, na której mieszkała.- Dobra, dziewczyno, mów jak było w tamtej szkole.
- Naprawdę świetnie, dużo się nauczyłam.
- No, ale się rozgadałaś, naprawdę- zaśmiała się Kate.- Chodzicie razem do jednej klasy? Ty, Ginny, Fred i George?
- Nie, Ginny jest młodsza o rok, a chłopaki starsi o dwa.
- Naprawdę?! Zazwyczaj starsi nie chcą się pokazywać z młodszymi, ale wy chłopaki, dobrze wybraliście, Hermiona jest naprawdę świetną przyjaciółką.
Rozmawiali, aż pod same drzwi domu Hermiony, Kate była jej sąsiadką. Czwórka przyjaciół weszła do domu szatynki i od razu wzięli się za przygotowania do kolacji, gdyż nie jedli prawie przez cały dzień.
- Czemu Mery była dla ciebie taka niemiła?- zapytała Hermionę Ginny.
- Nie wiem, ona od zawsze uważała się za lepszą od innych, jest taka jak... Malfoy na przykład.
- Przynajmniej Kate jest fajna.
- One są siostrami.
- Naprawdę?!- zdziwił się George- przecież mieszkają w innych domach...
- Ich rodzice się rozwiedli, Kate została z ojcem a Mery z matką.
Zjedli jajecznicę i poszli do pokoju Hermiony.
- Hermiono, wysłałam sowę do rodziców twoich przyjaciół i napisałam, że zostaną jeszcze tę noc, mogliby się martwić.- Powiedziała mama Hermiony wchodząc do jej pokoju.
- Już widzę, co by było po naszym powrocie w domu gdyby pani tego nie zrobiła- zaśmiał się George. Pani Granger uśmiechnęła się do niego.
- Pani Molly odpisała, że wasz ojciec po was jutro przybędzie, za pomocą jakieś sieci Fee...
- Chyba Fiuu, mamo- powiedziała lekko zirytowana Hermiona.
- O, właśnie tego- powiedziała ze śmiechem mama i wyszła.
- Kiedy będziemy kupowali książki?- zapytała Hermiona.
- Ty już o szkole myślisz- powiedział Fred ze śmiechem.- A dopiero zaczęły się wakacje.
- No co? Trzeba się niedługo zacząć uczyć- odpowiedziała dziewczyna.
- W wakacje będziesz się uczyła?- zdziwił się Fred.
- Pewnie, przecież zawsze się uczę w wakacje.
- Marnujesz sobie wolny czas na naukę? Mi by się tak nie chciało.
- O tym to ja wiem, no to odpowie mi ktoś na pytanie kiedy mamy zamiar się wybrać po książki?
- Jak przyjedzie Harry- powiedział Fred, a na dźwięk imienia "Harry", Ginny od razu się zarumieniła.
Przebrali się i umyli, po czym spędzili wieczór tak samo jak poprzedni. Rozmawiali po trochu o wszystkim. O szkole, sprzeczali się które smaki fasolek są lepsze, zastanawiali się jak minie im nowy rok szkolny i czy w Hogwarcie nadal jest tak bezpiecznie, jak w poprzednich latach.
Usnęli, lecz tym razem to Hermiona spała na łóżku polowym.
Rano, Hermiona zaczęła się pakować, a Fred, George i Ginny jej pomagali. Gdy była już spakowana, wyszli do ogródka.
- Już się nie mogę doczekać meczy Quiditcha w tym roku- powiedział Fred.- W tym roku na pewno zdobędziemy Puchar, dokopiemy Ślizgonom i zdobędziemy zwycięstwo.
- Nie wiem co wy widzicie w tej grze- powiedziała Hermiona- jest tyle ciekawych zajęć a wy nie możecie doczekać się gry w Quiditcha. A poza tym zapomniałeś, że do pokonania masz nie tylko Ślizgonów, ale jeszcze Puchonów i Krukonów.
- Jakoś z nimi pójdzie...
Mama Hermiony przyniosła im koktajl truskawkowy, ulubiony napój Szatynki.
                                                             ***
- Dzień Dobry, pani Weasley!- przywitała się Hermiona, z matką rudzielców.
- Cześć, mamo, już jesteśmy- wrzasnął Fred.
Dostali się do domu Weasley'ów za pomocą proszku Fiuu.
Matka przyjaciół Hermiony wyszła z kuchni i popędziła, aby przywitać się. Gdy mieli zanosić swoje rzeczy na górę po schodach zeszło dwóch chłopców.
- Cześć- przywitał sie Harry, podchodząc do Hermiony.
- Harry, nie wiedziałam, że już jesteś.
- Przyjechałem wcześniej, bo za kilka dni odbędzie się mecz Quiditcha, na który mamy bilety.
- Oh naprawdę? Nie wiedziałam. Może wejdźmy na górę to wszystko opowiecie.
Weszli krętymi schodami na pierwsze piętro i skręcili do pokoju Ginny. Hermiona zaczęła układać swoje rzeczy na stałych miejscach, natomiast Fred, George, Ron, Harry i Ginny siedzieli na podłodze, łóżku lub fotelu.
- Więc tak, wszyscy jedziemy na mecz, zgadza się?- zapytał Fred i zobaczył, że Hermiona nie jest zbyt zadowolona z tego pomysłu.- No coś ty sama zostaniesz? Moja mama też się wybiera.
- No nie wiem, nie mam zbyt ochoty na mecze. Ja chyba zostanę i się pouczę.
- Ale Hermiono! My już byliśmy nastawieni, że razem spędzimy miło czas- zaczął Ron, ale Harry mu przerwał.
- Na pewno wolisz siedzieć i się uczyć, niż trochę się rozerwać?
- Dla mnie nie ma w tym żadnej rozrywki.
- No Hermiono, musisz z nami tam być, co ja sama z mamą będę?- zapytała Ginny.
- No dobra, pojadę, ale tylko dla Ginny.

Wszyscy się ucieszyli.



Przepraszam, że rozdział taki krótki i że tak długo nic się nie ukazało, teraz będą wakację to może częściej będzie się coś pojawiać. Komentujcie :*

piątek, 31 maja 2013

Trochę informacji ode mnie

Więc tak kochani, chciałam was o czymś poinformować w związku z rozdziałem, który przed chwilą dodałam :) Chodzi mi o to, że niektóre rzeczy wogóle będą odbiegały od książki, tak jak to, że George kocha Hermionę, zazwyczaj w opowiadaniach o Fremione czytałam o rywalizacji Rona z Fredem, ale nie chciałam byc taka jak reszta, dlatego właśnie trochę pozmieniałam :) i jeszcze chciałam dodać, że prawdopodobnie nie będę wprowadzała wątku meczu Quiddichta, ale co do tego to jeszcze nie jestem pewna, chciałabym was jeszcze poinformować, że rozdziały będę starała się dodawać co dwa tygodnie w piątki :P To chyba wszytko, co chciałam wam powiedzieć

PS. Bardzo proszę, komentujcie :)

Rozdział III

Rozdział III

"Nieśmiałość jest wielkim grzechem wobec miłości""

Leżała na swoim łóżku tuż obok Freda, mało tego, jej głowa, spoczywała na ramieniu rudzielca. Hermiona szybko odsunęła się od chłopaka, mając nadzieję, że go nie obudzi, ale ten już nie spał.
-Jak ci się spało?- zapytał Fred.
- To ja chyba powinnam zadać to pytanie, w końcu jesteśmy w moim domu, ale dziękuję, dobrze, a tobie?
- Też, przez prawie całą noc się nie poruszyłaś.
W tej chwili przypomniało jej się, że miała spać na łóżku polowym. Zauważyła, że Ginny śpi na łóżku i domyśliła się, że George zajął jej miejsce.
- Jak to się stało, że spałam na moim łóżku?- zapytała szeptem Hermiona, aby nie zbudzić pozostałej dwójki, która jeszcze spała, położyła się znowu, to samo zrobił Fred.
- Rozmawialiśmy jeszcze do późna, zasnęłaś i nie chcieliśmy cię budzić, ja chciałem spać na łóżku polowym, ale ułożyłaś się na moim ramieniu, więc George się tam położył.
- Nie przeszkadzałam ci?- spytała przyjaciela, lekko rumieniąc się.
- Nie, też szybko usnąłem.
- Fred, czy Ron nie był smutny z tego powodu, że idziemy do kina i nie zabieramy go ze sobą?
- Chyba nie, poza tym miał zajęcie, mama kazała mu odgnomić ogródek.
Leżeli chwilę w milczeniu. Fred dopiero teraz zauważył jak Hermiona jest piękna. Zauważył, że ma ciemnobrązowe oczy i delikatne rysy twarzy, nigdy tego widział. Mały kosmyk włosów spadł na jej twarz, co tylko dodawało jej uroku. Dopiero po paru sekundach dotarło do niego, że dziewczyna coś mówi.
- Możesz powtórzyć?- zapytał zmieszany.
- Jesteś może już głodny?
- Nie no coś ty, wczoraj przecież zjedliśmy dużą kolację.
- Mówisz tak na kanapkę z serem?- zdziwiła się Hermiona.
- Ja się najadłem. Tylko... wskażesz mi drogę do toalety?- zapytał.
- No pewnie, chodź.
Wstali z łóżka i podeszli do schodów. Usłyszeli rozmowę.
- O, babcia przyszła- szepnęła Hermiona.
- Co?! A ja w piżamie mam tam zejść? Nie ma mowy, najpierw się ubiorę...
- Fred... już nie przesadzaj, możesz tak zejść...- było już za późno, gdyż Fred wchodził do pokoju po swoje ubrania.
- Idę się ubrać do pokoju, w którym wczoraj był George, poczekaj chwilkę.
Gdy tylko wyszedł z pokoju zeszli na dół.
- Cześć babciu!- Hermiona podeszła do kobiety i pocałowała ją w policzek.
- Dzień dobry- powiedział Fred.
- To tamte drzwi- Hermiona wskazała mu drogę, Fred wszedł do łazienki.
- Co to za miły chłopiec? Twój chłopak?- zapytała babcia.
- Nie! Babciu to mój przyjaciel ze szkoły!- odpowiedziała szybko Hermiona.
- A szkoda, bo wygląda bardzo przyjemnie. Nocował tu dzisiaj?- dopytywała babcia.
- Tak, oprócz Freda był jest jeszcze na górze jego brat bliźniak, George, i siostra, Ginny.
- Nareszcie poznałam, jednego z twoich przyjaciół- uśmiechnęła się do wnuczki kobieta.
- Co u ciebie, babciu?
- Wszystko dobrze, kiedy do mnie zajrzysz?
- Gdy będą święta Bożego Narodzenia to obiecuję, że przyjadę. Akurat będę miała wolne.
- No dobrze, ale mam nadzieję, że nie będziesz się uczyła tych wszystkich dziwnych zaklęć i tak dalej, tylko spędzimy razem czas?- Babcia Hermiony jako jedna z nielicznych wiedziała czego uczy się dziewczyna.
- Babciu, będę tylko tobą się zajmowała- obiecała Hermiona.
W tym momencie wyszedł Fred.
- To my już pójdziemy na górę.- Powiedziała Hermiona i weszli na schody.
Ginny już nie spała, oglądała książkę, którą Hermiona właśnie czytała.
- Gdzie byliście?- Od razu zapytała Ruda.
- W toalecie.
- Razem?!
- Nie, Fred był w toalecie ale ja musiałam mu wskazać drogę!- odpowiedziała Hermiona.
- Przyjeżdżasz do nas już dziś, prawda?- zapytała z nadzieją w głosie dziewczyna.
- Myślę, że tak...
- Hermiono, proszę...
- No dobra, przyjadę.
- To fajnie!
W tym momencie obudził się George.
- Cześć- powiedział- czy tylko ja jeszcze śpię?- zapytał.
- Chyba spałeś- odpowiedział Fred- i tak, tylko ty, więc już wstawaj!
George zwlekł się z łóżka. Zaczęli sprzątać, chcieli jeszcze wyjść na miasto. Ubrali się i poszli robić śniadanie. Okazało się, że mama Hermiony zrobiła im jajecznicę.
- Mamo! Jadę dziś do państwa Weasley'ów.- Krzyknęła dziewczyna w stronę mamy.
- Już? Myślałam, że twoi znajomi zostaną na jeszcze jedną noc.
- W sumie to może zostaniecie? Poszlibyśmy jeszcze gdzieś, a jutro byśmy pojechali do was?- zwróciła się do przyjaciół.
- No w sumie to czemu nie?- odpowiedział prawie bez zastanowienia Fred.
- Ok, czyli dzisiaj zostajecie.- powiedziała uradowana Hermiona.
Ginny i George też się ucieszyli, że spędzą jeszcze trochę czasu w innym środowisku. Mugolskim środowisku.
Gdy tylko zjedli śniadanie, ustalili, że dzisiaj pójdą nad jezioro, trochę się pokąpać, gdyż było okropnie ciepło.
- Jest tylko problem kostiumów kąpielowych.- Zauważył George.
- No tak, może po prostu kupimy gdzieś po drodze, kostiumy nie są drogie- Ginny jak zwykle była gotowa na zakupy.
Od razu poszli się ubrać, aby jak najwcześniej wyjść z domu. Już godzinę później byli w drodze nad jezioro. Parę przecznic wcześniej kupili kostiumy, a teraz jechali na miejsce autobusem. Gdy tylko dotarli na miejsce poszli do przebieralni.
Przyjaciele rozłożyli na piasku koc i usiedli na nim rozmawiając o planach na tegoroczne wakacje. Fred, George i Ginny wspominali pobyt w Grecji. Hermiona opowiedziała przyjaciołom kolonie, na których była dwa lata temu we Francji. Po rozmowie Fred i George poszli do wody, natomiast Ginny i Hermiona leżały na kocu, opalały się i rozmawiały o sprawach, których nie chciały poruszać przy chłopakach.
- Jak myślisz, kiedy przyjedzie Harry?- zapytała Ginny.
- Zdaje mi się, że niedługo, bo nie ma lekko u Dursley'ów.
- Fajnie by było, gdyby przyjechał jak najszybciej.
- No pewnie, nie widzieliśmy się jakieś dwa, trzy tygodnie a ja już za nim tęsknie- powiedziała Hermiona. Spojrzała na chłopców. Bawili się w najlepsze.
- I jak ci się podobało wczoraj?
- To ja chyba powinnam o to spytać, to wy u mnie nocowaliście.
- No dobra, mów jak się siedziało obok Freda.
- Zwyczajnie... poczęstował mnie popcornem.
- Myślałam, że ciekawsza będzie twoja odpowiedź, ale dobra, nie naciskam.
Bliźniacy wrócili i usiedli obok Hermiony i Ginny.
- Spalicie się na tym słońcu, dziewczynki.- powiedział George, uśmiechając się szeroko do siostry i przyjaciółki.
- Ja wolę nie wchodzić do wody, bo nie umiem pływać.
- Naprawdę?!- zawołali razem Fred i George.
- To chodź, nauczę cię- zaproponował Fred.
- No nie wiem...
- Chodź, Hermiono, nie bój się.- wyciągnął rękę w stronę dziewczyny.

Szatynka niepewnie wstała i poszła z rudzielcem do wody. Ginny i George zostali na kocu i przyglądali się staraniom Freda, chcącego nauczyć przyjaciółkę pływania.
- Ale ona ślicznie wygląda.
- Coś ty powiedział?!- wykrzyknęła zdziwiona Ginny.
- Nie, nic, nie ważne...
- George, powtórz, czy ja się przesłyszałam?!
- Nie, Ginny, dobrze usłyszałaś, podoba mi się Hermiona.- Skapitulował chłopak.
- George... od kiedy?- zapytała żałośnie siostra. Chciała, aby jej przyjaciółka w końcu chodziła z Fredem, ale nigdy nie spodziewałaby się tego, że George'owi może podobać się Hermiona.
- Od roku.
- I nawet nie starałeś się zwrócić na nią swojej uwagi?!- dziewczyna była oszołomiona. Nie docierało to do niej, w ciągu tego roku, Hermionie zaczął podobać się Fred, a brat bliźniak chłopaka zaczął się w niej wręcz zakochiwać. Spojrzała na George'a i zauważyła błysk w oku chłopaka, patrzył na Hermionę z tęsknotą. Wyglądał, jakby kochał dziewczynę od zawsze, od kiedy ją poznał. Od chwili, gdy na nią spojrzał. "Jak ja mogłam tego wcześniej nie zauważyć?"- pomyślała Ginny...


Proszę was, komentujcie, bo nie wiem co sądzicie, nie wiem co wam się podoba, a co nie, nawet nie wiem, czy ktoś czyta... proszę was zostawcie po sobie jakiś ślad :)