"Kto szuka w miłości spokoju, przegrywa na starcie"
Oczy wszystkich zostały zwrócone w stronę
zaskoczonego i wystraszonego Harry'ego. Ron patrzył na niego z odrazą i
złością.
- Harry Potter!- wykrzyknął ponownie dyrektor.
- Harry Potter!- wykrzyknął ponownie dyrektor.
Wszyscy zaczęli szeptać między sobą, gdy
Harry wstał z miejsca i wolnym krokiem podszedł do dyrektora. Ten złapał go za
rękę i zaprowadził do pomieszczenia, w którym znajdowali się już inni
uczestnicy, za nimi weszło tam kilkoro nauczycieli i Barty Crouch.
- Oszust! Udział można brać od wieku 17 lat! To nie sprawiedliwe!- słychać było głosy uczniów.
- O Boże, Harry nie wrzuciłby karteczki do Czary- szepnęła Hemiona w stronę Rona, Freda i George'a.
- Wiemy, nie potrzebuje więcej kłopotów, tylko pytanie: kto mógłby to zrobić?- zastanowił się George, ale Ron mu przerwał.
- A ja uważam, że to on chciał wziąć udział w Turnieju.
- Głupku, przecież, nie mógł wrzucić kartki do Czary!- odezwał się Fred.
- Mógł kogoś o to poprosić, naprawdę uważacie, że Harry nie chciałby wziąć udziału w czymś takim?- zapytał Ron z niedowierzaniem.
- Tak, myślę, że nie byłby na tyle głupi, przecież jeszcze nie zna wielu zaklęć, nie narażałby życia...
- Oszust! Udział można brać od wieku 17 lat! To nie sprawiedliwe!- słychać było głosy uczniów.
- O Boże, Harry nie wrzuciłby karteczki do Czary- szepnęła Hemiona w stronę Rona, Freda i George'a.
- Wiemy, nie potrzebuje więcej kłopotów, tylko pytanie: kto mógłby to zrobić?- zastanowił się George, ale Ron mu przerwał.
- A ja uważam, że to on chciał wziąć udział w Turnieju.
- Głupku, przecież, nie mógł wrzucić kartki do Czary!- odezwał się Fred.
- Mógł kogoś o to poprosić, naprawdę uważacie, że Harry nie chciałby wziąć udziału w czymś takim?- zapytał Ron z niedowierzaniem.
- Tak, myślę, że nie byłby na tyle głupi, przecież jeszcze nie zna wielu zaklęć, nie narażałby życia...
Na środek sali wyszedł profesor Flitwick.
- Proszę wszystkich, aby wrócili do swoich dormitoriów.
- Proszę wszystkich, aby wrócili do swoich dormitoriów.
Uczniowie powoli zaczęli wychodzić z Sali.
***
Hermiona, Fred, George, Ginny i Ron usiedli
na miejscach. Harry dowiedział się od Hagrida, że pierwszym zadaniem będą
smoki. Hermiona bardzo się denerwowała, nie chciała, aby Harry'emu stało się
coś złego. Wiedziała, że ze smokami lepiej nie zadzierać. Są mściwe i mocne.
Mogą walczyć długo, a śmierć jednego czternastoletniego czarodzieja wcale nie
robi na nich dużego wrażenia. Na pewno nie takiego, jakie ta śmierć wywołałaby
wśród przyjaciół tego czarodzieja.
Pierwsza na arenę wyszła Francuzka, Fleur
Delacour. Była wystraszona, jakby zaraz miała zginąć, pewnie każde z
uczestników oczekiwało śmierci. Prawdopodobnie żadne z nich nie miało nigdy do
czynienia ze smokami.
Okazało się, że zadaniem, jakie mają do
wykonania uczestnicy jest odebranie smoku jaja, o które stworzenie bardzo
dzielnie walczyło. Jajo miało być wskazówką do kolejnego zadania. Oczywiście
nikt nie wiedział, na czym będzie ono polegało, ale warto mieć jakieś pomoce,
żeby przetrwać ten okropny Turniej.
Fleur się udało, zdobyła jajo, po niej zdobył
je Krum i Cedric. Teraz przyszedł czas na Harry'ego. Chłopak wyszedł na arenę.
Był blady i miał lekko nieobecny wzrok. Hermiona spojrzała na Rona. Nie
odzywali się, a Ron chyba nie chciał odpuścić. Kilka dni temu Harry
skontaktował się z Syriuszem, co jeszcze bardziej rozzłościło rudzielca. To, że
Harry brał udział w Turnieju, było dla niego czymś okropnym. Nie wierzył, że
Harry nie chciał wziąć w nim udziału. Teraz patrzył na arenę ze złością i
ciekawością zarazem.
Hermiona natomiast była wystraszona. Na szczęście
na próżno gdyż Harry użył zaklęcia przywołującego miotłę. Teraz łatwiej będzie
mu rozprawić się z Rogogonem Węgierskim. Chwilę pozwodził smoka w powietrzu,
lecz przeliczył się, gdyż smok, ku przerażeniu wszystkich zerwał łańcuchy i
zaatakował Harry'ego. Chłopak, próbując uciec zniknął za murami szkoły. Smok
poleciał za nim.
- O Boże, a co, jeśli coś mu się stanie?- Hermiona była przerażona.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze- Fred ją objął.
- Ale Harry nie wie, jak postępować ze smokami!- protestowała Hermiona- nawet ja tego nie wiem!- wtuliła się w kurtkę Freda.
- O Boże, a co, jeśli coś mu się stanie?- Hermiona była przerażona.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze- Fred ją objął.
- Ale Harry nie wie, jak postępować ze smokami!- protestowała Hermiona- nawet ja tego nie wiem!- wtuliła się w kurtkę Freda.
***
- Harry! Nawet nie wiesz, jak się o ciebie
martwiłam!- wybuchła Hermiona, gdy wszyscy siedzieli w Pokoju Wspólnym
Gryfonów.
Harry'emu udało się pokonać smoka i zdobyć
złote jajo. Był trochę pokiereszowany, ale każdy spodziewał się gorszych ran.
Sam Harry był jeszcze oszołomiony po tak bliskim spotkaniu ze smokiem.
- Ja też się okropnie bałem...
- Dobra, Harry, koniec tego gadania, otwórz jajo!- George nie mógł sie doczekać, jaką tajemnicę skrywa złoty przedmiot.
- Ja też się okropnie bałem...
- Dobra, Harry, koniec tego gadania, otwórz jajo!- George nie mógł sie doczekać, jaką tajemnicę skrywa złoty przedmiot.
Harry posłusznie spróbował je otworzyć.
Odkręcił wieko, a cały Pokój przeszył okropny pisk. Każdy, oprócz Harry'ego,
zasłonił uszy rękoma, gdyż nie można było tego słuchać. Chłopak od razu je
zamknął, a wrzask od razu ucichł.
- Wow, co to było?!
- Nie wiem... chyba z tą pomocą do drugiego zadania będzie gorzej niż myślałem...
- Wow, co to było?!
- Nie wiem... chyba z tą pomocą do drugiego zadania będzie gorzej niż myślałem...
Nagle Harry'ego ktoś podszedł i położył mu
dłoń na ramieniu.
- Możemy porozmawiać?- zapytała ta osoba, a Harry odwrócił się i ujrzał Rona.
- Znowu chcesz mnie wyzywać? Ja naprawdę nie wrzuciłem nazwiska do Czary Ognia!- powiedział niecierpliwie Harry.
- Nie... Harry... posłuchaj, chciałem cię przeprosić. Zachowywałem się jak dupek. Wiem, że nie zrobiłbyś tego, nie mówiąc mi, albo Hermionie.
- No, nareszcie to do ciebie dotarło- widać było, że Harry'emu od razu ulżyło. Na pewno trudno było mu przejść przez całą tę sytuację bez najlepszego przyjaciela u boku.
- Możemy porozmawiać?- zapytała ta osoba, a Harry odwrócił się i ujrzał Rona.
- Znowu chcesz mnie wyzywać? Ja naprawdę nie wrzuciłem nazwiska do Czary Ognia!- powiedział niecierpliwie Harry.
- Nie... Harry... posłuchaj, chciałem cię przeprosić. Zachowywałem się jak dupek. Wiem, że nie zrobiłbyś tego, nie mówiąc mi, albo Hermionie.
- No, nareszcie to do ciebie dotarło- widać było, że Harry'emu od razu ulżyło. Na pewno trudno było mu przejść przez całą tę sytuację bez najlepszego przyjaciela u boku.
Ale Hermiona nie mogła zauważyć, jak chłopcy
się godzą, bo była zbyt zajęta Fredem. Siedzieli razem na fotelu obok kominka.
Fred bawił się włosami dziewczyny, a ona miała opartą głowę o jego ramię.
- Mówiłem ci, że nie musisz martwić się o Harry'ego. Jest mądry. Poradził sobie- Fred mówił cichym, ale pewnym głosem, tak, że Hermiona od razu się uspakajała.
- Miałeś rację, martwiłam się na zapas, jeszcze ta cała sprawa z Ronem...
- No wiem, może w końcu mu przejdzie. Miejmy nadzieję.
- Fred...?- zaczęła nieśmiało
- No, o co chodzi?- zachęcił ją chłopak
- Jedziesz na święta do domu?- spytała cichutko.
- Nie wiem... chyba tak, a czemu pytasz?
- Ja zostaję w Hogwarcie- odparła smutno.
- Co?! Nie zostawię cię tu samej! Pojedziesz z nami do domu! Spędzisz święta z naszą rodziną.
- Dziękuję- pocałowała go w policzek, a Freda oblał rumieniec.
- Mówiłem ci, że nie musisz martwić się o Harry'ego. Jest mądry. Poradził sobie- Fred mówił cichym, ale pewnym głosem, tak, że Hermiona od razu się uspakajała.
- Miałeś rację, martwiłam się na zapas, jeszcze ta cała sprawa z Ronem...
- No wiem, może w końcu mu przejdzie. Miejmy nadzieję.
- Fred...?- zaczęła nieśmiało
- No, o co chodzi?- zachęcił ją chłopak
- Jedziesz na święta do domu?- spytała cichutko.
- Nie wiem... chyba tak, a czemu pytasz?
- Ja zostaję w Hogwarcie- odparła smutno.
- Co?! Nie zostawię cię tu samej! Pojedziesz z nami do domu! Spędzisz święta z naszą rodziną.
- Dziękuję- pocałowała go w policzek, a Freda oblał rumieniec.
***
Hermiona zaspała na lekcje. Gdy się obudziła
jej współlokatorek nie było w pokoju. Szybko się ubrała i umyła, wzięła torbę z
książkami i pospiesznie wyszła z sypialni. Była zła, szła szybkim,
zdecydowanym, a jednocześnie wręcz desperackim krokiem.
- Ej, gdzie tak szybko pędzisz?- usłyszała za sobą głos, odwróciła się, chociaż dobrze wiedziała, kogo zobaczy.
- Fred, nie mam teraz czasu na pogaduszki z tobą- odpowiedziała zirytowana.
- No wiesz, bo się obrażę- powiedział chłopak, udając urażony ton, i przytulając się do niej.
- Ja naprawdę nie mam czasu!- wyrwała się z jego objęć i spojrzała na niego z wyrzutem- a ty? Czemu nie jesteś na zajęciach?
- My zaczynamy dzisiaj później.
- To chociaż mi pozwól pójść w spokoju na tę przeklętą lekcję, na którą i tak już jestem spóźniona!- warknęła, podnosząc głos i odwracając się, z zamiarem odejścia. Uszła kawałek, ale usłyszała, że chłopak za nią idzie. W końcu znalazł się obok niej.
- A może ty byś sobie zrobiła dzisiaj wolny dzień i razem byśmy coś porobili...- zaproponował nieśmiało. Hermiona stanęła i spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
- Czy ty chcesz, żebym poszła na wagary?!- zapytała, unosząc brwi. Była w jeszcze gorszym nastroju niż po obudzeniu.- Nie mogę sobie tak lekcji opuszczać, kiedy mnie o to poprosisz!
- Nigdy nie opuściłaś żadnej lekcji... nic ci się nie stanie- chłopak spojrzał na nią proszącym wzrokiem.
- Nawet mi nie wspominaj nigdy więcej o wagarach- rzuciła gniewnie i szybko odeszła w stronę sali eliksirów.
- Ej, gdzie tak szybko pędzisz?- usłyszała za sobą głos, odwróciła się, chociaż dobrze wiedziała, kogo zobaczy.
- Fred, nie mam teraz czasu na pogaduszki z tobą- odpowiedziała zirytowana.
- No wiesz, bo się obrażę- powiedział chłopak, udając urażony ton, i przytulając się do niej.
- Ja naprawdę nie mam czasu!- wyrwała się z jego objęć i spojrzała na niego z wyrzutem- a ty? Czemu nie jesteś na zajęciach?
- My zaczynamy dzisiaj później.
- To chociaż mi pozwól pójść w spokoju na tę przeklętą lekcję, na którą i tak już jestem spóźniona!- warknęła, podnosząc głos i odwracając się, z zamiarem odejścia. Uszła kawałek, ale usłyszała, że chłopak za nią idzie. W końcu znalazł się obok niej.
- A może ty byś sobie zrobiła dzisiaj wolny dzień i razem byśmy coś porobili...- zaproponował nieśmiało. Hermiona stanęła i spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
- Czy ty chcesz, żebym poszła na wagary?!- zapytała, unosząc brwi. Była w jeszcze gorszym nastroju niż po obudzeniu.- Nie mogę sobie tak lekcji opuszczać, kiedy mnie o to poprosisz!
- Nigdy nie opuściłaś żadnej lekcji... nic ci się nie stanie- chłopak spojrzał na nią proszącym wzrokiem.
- Nawet mi nie wspominaj nigdy więcej o wagarach- rzuciła gniewnie i szybko odeszła w stronę sali eliksirów.
Nowy rozdział trochę spóźniony, bo miał być na Wigilię, a jest już pierwszy dzień Świąt ^^ (u mnie na zegarku 1:13) pisałam ten rozdział dość długo... bo znowu mi się skleić nie chciało :D Niedługo Bal, zdajecie sobie z tego sprawę? ^^ Jak myślicie, z kim pójdzie Hermiona? xD Komentujcie, kotki :* I Wesołych Świąt :*
