wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział X


"Kto szuka w miłości spokoju, przegrywa na starcie"

Oczy wszystkich zostały zwrócone w stronę zaskoczonego i wystraszonego Harry'ego. Ron patrzył na niego z odrazą i złością.
- Harry Potter!- wykrzyknął ponownie dyrektor.
Wszyscy zaczęli szeptać między sobą, gdy Harry wstał z miejsca i wolnym krokiem podszedł do dyrektora. Ten złapał go za rękę i zaprowadził do pomieszczenia, w którym znajdowali się już inni uczestnicy, za nimi weszło tam kilkoro nauczycieli i Barty Crouch.
- Oszust! Udział można brać od wieku 17 lat! To nie sprawiedliwe!- słychać było głosy uczniów.
- O Boże, Harry nie wrzuciłby karteczki do Czary- szepnęła Hemiona w stronę Rona, Freda i George'a.
- Wiemy, nie potrzebuje więcej kłopotów, tylko pytanie: kto mógłby to zrobić?- zastanowił się George, ale Ron mu przerwał.
- A ja uważam, że to on chciał wziąć udział w Turnieju.
- Głupku, przecież, nie mógł wrzucić kartki do Czary!- odezwał się Fred.
- Mógł kogoś o to poprosić, naprawdę uważacie, że Harry nie chciałby wziąć udziału w czymś takim?- zapytał Ron z niedowierzaniem.
- Tak, myślę, że nie byłby na tyle głupi, przecież jeszcze nie zna wielu zaklęć, nie narażałby życia...
Na środek sali wyszedł profesor Flitwick.
- Proszę wszystkich, aby wrócili do swoich dormitoriów.
Uczniowie powoli zaczęli wychodzić z Sali.
                                                             ***
Hermiona, Fred, George, Ginny i Ron usiedli na miejscach. Harry dowiedział się od Hagrida, że pierwszym zadaniem będą smoki. Hermiona bardzo się denerwowała, nie chciała, aby Harry'emu stało się coś złego. Wiedziała, że ze smokami lepiej nie zadzierać. Są mściwe i mocne. Mogą walczyć długo, a śmierć jednego czternastoletniego czarodzieja wcale nie robi na nich dużego wrażenia. Na pewno nie takiego, jakie ta śmierć wywołałaby wśród przyjaciół tego czarodzieja.
Pierwsza na arenę wyszła Francuzka, Fleur Delacour. Była wystraszona, jakby zaraz miała zginąć, pewnie każde z uczestników oczekiwało śmierci. Prawdopodobnie żadne z nich nie miało nigdy do czynienia ze smokami.
Okazało się, że zadaniem, jakie mają do wykonania uczestnicy jest odebranie smoku jaja, o które stworzenie bardzo dzielnie walczyło. Jajo miało być wskazówką do kolejnego zadania. Oczywiście nikt nie wiedział, na czym będzie ono polegało, ale warto mieć jakieś pomoce, żeby przetrwać ten okropny Turniej.
Fleur się udało, zdobyła jajo, po niej zdobył je Krum i Cedric. Teraz przyszedł czas na Harry'ego. Chłopak wyszedł na arenę. Był blady i miał lekko nieobecny wzrok. Hermiona spojrzała na Rona. Nie odzywali się, a Ron chyba nie chciał odpuścić. Kilka dni temu Harry skontaktował się z Syriuszem, co jeszcze bardziej rozzłościło rudzielca. To, że Harry brał udział w Turnieju, było dla niego czymś okropnym. Nie wierzył, że Harry nie chciał wziąć w nim udziału. Teraz patrzył na arenę ze złością i ciekawością zarazem.
Hermiona natomiast była wystraszona. Na szczęście na próżno gdyż Harry użył zaklęcia przywołującego miotłę. Teraz łatwiej będzie mu rozprawić się z Rogogonem Węgierskim. Chwilę pozwodził smoka w powietrzu, lecz przeliczył się, gdyż smok, ku przerażeniu wszystkich zerwał łańcuchy i zaatakował Harry'ego. Chłopak, próbując uciec zniknął za murami szkoły. Smok poleciał za nim.
- O Boże, a co, jeśli coś mu się stanie?- Hermiona była przerażona.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze- Fred ją objął.
- Ale Harry nie wie, jak postępować ze smokami!- protestowała Hermiona- nawet ja tego nie wiem!- wtuliła się w kurtkę Freda.
                                                             ***
- Harry! Nawet nie wiesz, jak się o ciebie martwiłam!- wybuchła Hermiona, gdy wszyscy siedzieli w Pokoju Wspólnym Gryfonów.
Harry'emu udało się pokonać smoka i zdobyć złote jajo. Był trochę pokiereszowany, ale każdy spodziewał się gorszych ran. Sam Harry był jeszcze oszołomiony po tak bliskim spotkaniu ze smokiem.
- Ja też się okropnie bałem...
- Dobra, Harry, koniec tego gadania, otwórz jajo!- George nie mógł sie doczekać, jaką tajemnicę skrywa złoty przedmiot.
Harry posłusznie spróbował je otworzyć. Odkręcił wieko, a cały Pokój przeszył okropny pisk. Każdy, oprócz Harry'ego, zasłonił uszy rękoma, gdyż nie można było tego słuchać. Chłopak od razu je zamknął, a wrzask od razu ucichł.
- Wow, co to było?!
- Nie wiem... chyba z tą pomocą do drugiego zadania będzie gorzej niż myślałem...
Nagle Harry'ego ktoś podszedł i położył mu dłoń na ramieniu.
- Możemy porozmawiać?- zapytała ta osoba, a Harry odwrócił się i ujrzał Rona.
- Znowu chcesz mnie wyzywać? Ja naprawdę nie wrzuciłem nazwiska do Czary Ognia!- powiedział niecierpliwie Harry.
- Nie... Harry... posłuchaj, chciałem cię przeprosić. Zachowywałem się jak dupek. Wiem, że nie zrobiłbyś tego, nie mówiąc mi, albo Hermionie.
- No, nareszcie to do ciebie dotarło- widać było, że Harry'emu od razu ulżyło. Na pewno trudno było mu przejść przez całą tę sytuację bez najlepszego przyjaciela u boku.
Ale Hermiona nie mogła zauważyć, jak chłopcy się godzą, bo była zbyt zajęta Fredem. Siedzieli razem na fotelu obok kominka. Fred bawił się włosami dziewczyny, a ona miała opartą głowę o jego ramię.
- Mówiłem ci, że nie musisz martwić się o Harry'ego. Jest mądry. Poradził sobie- Fred mówił cichym, ale pewnym głosem, tak, że Hermiona od razu się uspakajała.
- Miałeś rację, martwiłam się na zapas, jeszcze ta cała sprawa z Ronem...
- No wiem, może w końcu mu przejdzie. Miejmy nadzieję.
- Fred...?- zaczęła nieśmiało
- No, o co chodzi?- zachęcił ją chłopak
- Jedziesz na święta do domu?- spytała cichutko.
- Nie wiem... chyba tak, a czemu pytasz?
- Ja zostaję w Hogwarcie- odparła smutno.
- Co?! Nie zostawię cię tu samej! Pojedziesz z nami do domu! Spędzisz święta z naszą rodziną.
- Dziękuję- pocałowała go w policzek, a Freda oblał rumieniec.
                                                             ***
Hermiona zaspała na lekcje. Gdy się obudziła jej współlokatorek nie było w pokoju. Szybko się ubrała i umyła, wzięła torbę z książkami i pospiesznie wyszła z sypialni. Była zła, szła szybkim, zdecydowanym, a jednocześnie wręcz desperackim krokiem.
- Ej, gdzie tak szybko pędzisz?- usłyszała za sobą głos, odwróciła się, chociaż dobrze wiedziała, kogo zobaczy.
- Fred, nie mam teraz czasu na pogaduszki z tobą- odpowiedziała zirytowana.
- No wiesz, bo się obrażę- powiedział chłopak, udając urażony ton, i przytulając się do niej.
- Ja naprawdę nie mam czasu!- wyrwała się z jego objęć i spojrzała na niego z wyrzutem- a ty? Czemu nie jesteś na zajęciach?
- My zaczynamy dzisiaj później.
- To chociaż mi pozwól pójść w spokoju na tę przeklętą lekcję, na którą i tak już jestem spóźniona!- warknęła, podnosząc głos i odwracając się, z zamiarem odejścia. Uszła kawałek, ale usłyszała, że chłopak za nią idzie. W końcu znalazł się obok niej.
- A może ty byś sobie zrobiła dzisiaj wolny dzień i razem byśmy coś porobili...- zaproponował nieśmiało. Hermiona stanęła i spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
- Czy ty chcesz, żebym poszła na wagary?!- zapytała, unosząc brwi. Była w jeszcze gorszym nastroju niż po obudzeniu.- Nie mogę sobie tak lekcji opuszczać, kiedy mnie o to poprosisz!
- Nigdy nie opuściłaś żadnej lekcji... nic ci się nie stanie- chłopak spojrzał na nią proszącym wzrokiem.
- Nawet mi nie wspominaj nigdy więcej o wagarach- rzuciła gniewnie i szybko odeszła w stronę sali eliksirów.




Nowy rozdział trochę spóźniony, bo miał być na Wigilię, a jest już pierwszy dzień Świąt ^^ (u mnie na zegarku 1:13) pisałam ten rozdział dość długo... bo znowu mi się skleić nie chciało :D Niedługo Bal, zdajecie sobie z tego sprawę? ^^ Jak myślicie, z kim pójdzie Hermiona? xD Komentujcie, kotki :* I Wesołych Świąt :* 

wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział IX


"To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia"

- No bracie, słyszałem, co zrobiłeś, nieźle, nieźle- George przechadzał się w tę i z powrotem po pokoju, co jakiś czas spoglądając na brata.
Był wieczór, Fred siedział na łóżku, udając, że się uczy. Za oknem słońce dawno już zaszło, pozostawiając błonia w mroku nocy. Z Pokoju Wspólnego Gryfonów dochodziły odgłosy, które wskazywały, że ci, którzy jeszcze się spotkali, omawiali swoje wakacje. Ciekawe, czy jest tam Hermiona, pomyślał Fred.
- Powiedział, że Hermiona to szlama- odparł chłopak, spoglądając na swoją kopię- Nie czepiaj się mnie, co miałem zrobić?
- Co ty? Przecież ja jestem z ciebie dumny! Malfoy ma złamany nos, będzie ciekawie wyglądał, gdy przyjadą reprezentanci innych szkół.
- Właśnie, kiedy oni przyjeżdżają?
- Chyba za tydzień, albo wcześniej, nie wiem dokładnie...
                                                             ***
Hermiona siedziała w Pokoju Wspólnym, razem z Harry'm i Ronem. Powinna się uczyć, ale chciała chwilę z nimi porozmawiać. Na dworze było juz ciemno, szkolne błonia zalewał blask księżyca, nadając im piękny wygląd. Nagle poczuła, że ktoś łaskocze ją po karku. Natychmiast się odwróciła, ujrzała wysokiego, uśmiechniętego rudzielca.
- Fred!- Hermiona przytuliła go i zrobiła mu miejsce obok siebie na kanapie- I co powiedział Dumbledore?- zapytała, nie widziała się z Fredem odkąd Snape kazał mu iść do dyrektora, natomiast Malfoy został zabrany do Skrzydła Szpitalnego, a ona sama musiała iść na lekcje.
- Szlaban u McGonaggal, przez tydzień.
- Jak u McGonaggal to powinno być spokojnie- powiedział Harry, próbując go pocieszyć.
- A oprócz tego muszę przeprosić Malfoya- dokończył Fred.
- To nieciekawie- odezwał się Ron, a Hermiona spojrzała na niego z wyrzutem.
- Nie martw się, przeprosisz go, będzie z głowy i nikt nie będzie się ciebie o nic czepiał.
- Nie chcę go przepraszać! To on powinien przeprosić ciebie.
- Ale tego nie zrobi, a tylko Dumbledore i McGonaggal wierzą, że to on zaczął...
- W sumie masz rację.
                                                             ***
Pierwsza lekcja u Moody'ego była okropna, przynajmniej dla Hermiony. Zaklęcia niewybaczalne! Nie powinno się uczyć takich rzeczy w szkole. A na pewno nie w czwartej klasie. Moody oznajmił, że na każdym po kolei będzie próbował zaklęcie Imperius, żeby sprawdzić, czy zdołają znieść jego skutki.
- Ale pan profesor powiedział, że to niezgodne z prawem- Hermiona spróbowała zaprotestować, gdy nauczyciel już rozsunął stoliki, aby zrobić miejsce na środku sali.
- Dumbledor, chce abyście wiedzieli jak człowiek się wtedy czuje. Jeśli wolisz, by ktoś rzucił na ciebie to zaklęcie i tobą zawładnął to możemy się pożegnać. Droga wolna. Możesz wyjść- wskazał długim palcem w stronę drzwi, patrząc przy tym na nią swoim magicznym, wybałuszonym okiem.
- Wolę zostać- wymamrotała dziewczyna, Moody na pewno to usłyszał, ale nie zareagował.
Każdy po kolei wychodził na środek sali, a nauczyciel rzucał na niego zaklęcie niewybaczalne. Harry'emu prawie udało się powstrzymać przed działaniem zaklęcia.
                                                             ***
W końcu nadszedł Ten Dzień. Uczniowie Beauxbattons i Durmstrangu przyjechali. Chłopcy rozmawiali o jakimś graczu w Quidditcha... Chyba nazywał się Wiktor Krum, Hermiona dokładnie nie pamiętała jego imienia... Był według niej dość przystojny. Zebrali się w Wielkiej Sali, gdzie Dumbledore powiedział jakąś mowę powitalną, prawie nikt go nie słuchał, jedynie udawał. Dyrektor powiadomił tylko, że jeśli ktoś jest chętny do udziału w Turnieju Trójmagicznym, jego zadaniem jest napisanie na kartce swego imienia i wrzucenia go do Czary Ognia, wokół której nakreślona zostanie Linia Wieku, tylko osoby w wieku 17 lat i więcej będą mogły przez nią przejść.
                                                             ***
- Ja i George pracujemy nad tym, żeby przejść przez Linię Wieku- oznajmił dumnie Fred.
Wszyscy Gryfoni zebrali się w Pokoju Wspólnym, Fred i George stali obok kominka, opowiadając o swoich wynalazkach. Hermiona siedziała na kanapie razem z Ronem i Harry'm.
- Nie dacie rady, Dumbledore sam nakreślił Linię Wieku, a Dumbledore jest zbyt mądry, żeby zadbać o to, aby żadne sztuczki nie podziałały- odezwała się dziewczyna.
- Tak myślisz?- spytał Fred z dziwnym uśmiechem.
- Tak, właśnie tak myślę i jestem pewna, że mam rację- odparła sucho.
- Przekonasz się, że damy sobie radę- George był pewny siebie.
- To wy się przekonacie, że nie macie racji- Hermiona wywróciła oczami- muszę iść się uczyć- wstała i poszła do dormitorium dziewcząt.
Usiadła na łóżku, ale nie mogła się skupić, ciągle myślała o Turnieju, chyba dyrektor nie powinien na to pozwalać, przecież ktoś może zginąć. Hogwart robi się coraz mnie bezpieczny, uśmiechnęła się, gdy przypomniała sobie pierwszy rok. Wszyscy powtarzali, że Hogwart jest najbezpieczniejszym miejscem w Świecie Czarów. A już pod koniec pierwszej klasy natknęli się na trójgłowego psa. W drugiej klasie została spetryfikowana...
Z uśmiechem na ustach zasnęła.
                                                             ***
Siedziała w Wielkiej Sali, czytając książkę. Mnóstwo osób zebrało się w tym miejscu, to tutaj była Czara Ognia. Co jakiś czas jeden z uczniów wrzucał karteczkę z imieniem i nazwiskiem, mając nadzieję, że to on zostanie wybrany, jako uczestnik Turnieju Trójmagicznego.
W pewnej chwili do Sali wparowali uśmiechnięci od ucha do ucha Fred i George, trzymając w rękach małe buteleczki z jakimś wywarem. To nie wróżyło niczego dobrego.
Widocznie zadowoleni z siebie podeszli do dziewczyny.
- Cześć, kochanie- Fred pocałował ją w policzek na przywitanie.
- Co tam macie?- spytała, wskazując na fiolki, które teraz mieli ukryte za plecami.
- Nic takiego... To takie...- zaczął Fred.
- Witaminy- dokończył za niego brat. Hermiona spiorunowała go wzrokiem, po czym wróciła spojrzeniem do Freda.
- Nie róbcie sobie ze mnie jaj, powiedz, co to jest?
- Eliksir postarzający- odparł Fred- wywarzyliśmy go w nocy, chcemy wrzucić karteczki do Czary- uśmiechnął się do niej słabo. Hermiona wywróciła oczami.
- Dalibyście sobie spokój już z tym! I tak to się nie uda, nie ważne, jakich sztuczek byście nie próbowali.
- Oj, nie denerwuj się tak, czemu nie chcesz, żeby któryś z nas wziął udział?
- Bo się o was martwię!
- Słodka jesteś. Ale nie masz, o co.
- Tak, właśnie, że mam, po co. Nie chcę, żeby stało ci się coś złego- powiedziała rozgniewana.
- Zobaczysz, nic złego się nie stanie.
Zanim Hermiona zdążyła zaprotestować chłopcy jednocześnie wypili całą zawartość eliksiru. I obydwaj, w tym samym czasie zaczęli się szybko starzeć, wyrosły im brody i pojawiły się liczne zmarszczki.
                                                             ***
Gdy Fred i George doszli do siebie po incydencie z eliksirem nadszedł w końcu dzień, w którym mieli zostać wybrani reprezentanci szkół w Turnieju Trójmagicznym.
Wszyscy siedzieli w ciszy i napięciu, czekając. Każdy, kto wrzucił kartkę ze swoim imieniem do Czary Ognia był podekscytowany i jednocześnie zdenerwowany.
Na środek wyszedł Dumbledore.
- Dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym Czara Ognia wyrzuci trzy kartki. Dowiemy się, kto zostanie reprezentantem w Turnieju Trójmagicznym. Trzech uczestników będzie musiało zmierzyć się z trzema bardzo trudnymi i bardzo niebezpiecznymi zadaniami. Z Turnieju nie można się wycofać. No dobrze, nie traćmy czasu.
Wyciągnął rękę w stronę Czary Ognia i chwilę czekał. Po kilku minutach z naczynia buchnęła chmura dymu i ognia, po czym Czara wyrzuciła małą karteczkę.
- Pierwszy z uczestników, reprezentant Durmstrangu to Wiktor Krum!- krzyknął Dmbledore- Wiktorze, podejdź.
Krum wstał od stołu i podszedł do dyrektora, ten wskazał mu drzwi, po chwili Wiktor zniknął na nimi. Kolejna kartka wylądowała w długich palcach dyrektora.
- Reprezentantką Beauxbattons została Fleur Delacour!- dziewczyna podeszła do Dumbledore, zamieniła z nim kilka słów i poszła w ślad za Krumem.
- Natomiast reprezentantem Hogwartu zostaje- chwilę poczekał, aż z Czary wypadnie karteczka, podniósł ją z ziemii i przeczytał- Cedric Diggory!

Cedric postąpił tak samo jak jego poprzednicy.
- Znamy już wszystkich uczestników Turnieju Trójmagicznego...- niestety nie dokończył, gdyż z Czary wypadła kolejna kartka. Na twarzy Dumbledore'a malowało się zdziwienie, złość, niedowierzanie i coś jeszcze, czego nikt nie mógł się domyślić. Złapał kartkę w locie i przeczytał ją. Teraz widać było tylko złość i słabość. Nikt nigdy nie pomyślałby, że na twarzy Dumbledore'a odmaluje się słabość. Cały roztrzęsiony wykrzynął:
- Harry Potter!



Dzień dobry, dzień dobryyy... Ale długo pisałam ten rozdział... Nic mi się nie chciało ze sobą skleić :( Ale teraz myślę, że pójdzie już z górki ;) Bardzo proszę o chociaż jeden mały komentarz, to NAPRAWDĘ motywuje :P Na Wigilię planuję dla was <nielicznych, ale zawsze coś :D> niespodziankę ;) Mam już zaplanowane coś związanego z Krumem ^^ i oczywiście będzie coś o tym naszym zakochanym George'u ;) Nowy rozdział powinien pojawić się... jutro może nawet, ponieważ jestem chora i mam trochę czasu, a rzuciła się na mnie wena. Zostawcie cokolwiek w komentarzu ;) Pozdrawiam i całuję :* Jakaś taka wesoła jestem :D Dobra, koniec tej notki, spadam pisać dalej, buziaki dla wszystki :*
I pamiętajcie o komentarzach :*