Rozdział VIII
"Rozum z miłością rzadko chodzą w parze"
Gdy Fred i Hermiona skończyli robić zakupy usiedli na ławce
przed bankiem. Było za piętnaście trzecia, ale po kilku minutach podeszli do
nich Ginny i George.
- Udało wam się wszystko kupić?- zapytała Ginny, ale Hermiona widziała jej zdziwienie, gdy zauważyła, że Fred trzyma ją za rękę, od razu się uśmiechnęła i wyściskała Hermionę.
- No, gratuluję- powiedział tylko George. Jedynie Ginny wyczuła, że jest troszeczkę zazdrosny o dziewczynę. Chwilę posiedzieli na ławeczce, gdy podeszła do nich Molly wraz z mężem.
- Nie ma jeszcze tylko Harry'ego i Rona, tak?- spytała.
- Już jesteśmy- powiedział Ron, stając obok matki.
- Dobrze, czyli możemy wracać?
- Udało wam się wszystko kupić?- zapytała Ginny, ale Hermiona widziała jej zdziwienie, gdy zauważyła, że Fred trzyma ją za rękę, od razu się uśmiechnęła i wyściskała Hermionę.
- No, gratuluję- powiedział tylko George. Jedynie Ginny wyczuła, że jest troszeczkę zazdrosny o dziewczynę. Chwilę posiedzieli na ławeczce, gdy podeszła do nich Molly wraz z mężem.
- Nie ma jeszcze tylko Harry'ego i Rona, tak?- spytała.
- Już jesteśmy- powiedział Ron, stając obok matki.
- Dobrze, czyli możemy wracać?
***
Gdy Hermiona wyszła z kominka, pani Wealsey i Ginny już
szykowały kolację. Dziewczyna podeszła do nich, aby pomóc. Po zjedzonym posiłku
wszyscy poszli do pokoju Ginny. Ginny usiadła na swoim łóżku, obok niej usiadł
George. Harry i Ron usiedli na krzesłach, natomiast Hermiona i Fred siedzieli
razem na łóżku Hermiony. Szatynka oparła głowę na ramieniu chłopaka. Siedzieli
tak razem i rozmawiali do późna, jedynie George wyszedł wcześniej, mówiąc, że
nie czuje się najlepiej i że pójdzie już spać. W końcu wszyscy zrobili się
senni.
- Dobranoc, kotku- Fred pocałował Hermionę w czubek nosa.
- Dobranoc.
- A wy od kiedy razem jesteście?- spytał zdziwiony Ron.
- Mało spostrzegawczy jesteś- stwierdził Harry.
- Już jak wróciliśmy z zakupów to było widać, idioto- dodała Ginny. Fred i Hermiona tylko krótko się zaśmiali.
- Dobranoc, kotku- Fred pocałował Hermionę w czubek nosa.
- Dobranoc.
- A wy od kiedy razem jesteście?- spytał zdziwiony Ron.
- Mało spostrzegawczy jesteś- stwierdził Harry.
- Już jak wróciliśmy z zakupów to było widać, idioto- dodała Ginny. Fred i Hermiona tylko krótko się zaśmiali.
***
Przyszedł dzień wyjazdu, Hermiona i Ginny kręciły sie jeszcze
po domu, zabierając z łazienki najpotrzebniejsze rzeczy. Byli na peronie za
dziesięć jedenasta. Wsiedli do pociągu. Harry, Ron i Hermiona siedzieli w
jednym przedziale, Fred, George i Ginny gdzieś się rozeszli.
- Jak myślicie, co ministerstwo zrobi z tymi śmierciożercami na Mistrzostwach?- spytała Hermiona.
- Tata powiedział, że już się tym zainteresowali, nie wiem, jakie działania podejmą, ale coś z tym robią.
- Jak myślicie, co ministerstwo zrobi z tymi śmierciożercami na Mistrzostwach?- spytała Hermiona.
- Tata powiedział, że już się tym zainteresowali, nie wiem, jakie działania podejmą, ale coś z tym robią.
Do ich przedziału wpadli nagle bliźniacy. Fred usiadł obok
Hermiony, a George naprzeciwko.
- O czym gadacie?- zapytał George.
- O śmierciożercach- odparł Ron.
- Aha, ok, myślałem, że macie jakieś inne tematy...
- Mamy wiele tematów- odpowiedziała Hermiona.
- O czym gadacie?- zapytał George.
- O śmierciożercach- odparł Ron.
- Aha, ok, myślałem, że macie jakieś inne tematy...
- Mamy wiele tematów- odpowiedziała Hermiona.
***
- Gryffindor!!!- wykrzyknęła Tiara Przydziału, a niski
blondyn o brązowych oczach podszedł do długiego stołu i usiadł przy nim z
resztą pierwszoklasistów.
- Nudzi mi się- marudził Fred- mogliby już skończyć to przydzielanie.
- Zostały już trzy osoby- odpowiedziała Hermiona.
- Nudzi mi się- marudził Fred- mogliby już skończyć to przydzielanie.
- Zostały już trzy osoby- odpowiedziała Hermiona.
Kolejni zostali przydzieleni do Slytherinu, Gryffindoru i
Ravenclaw. Gdy wszyscy usiedli i byli bardzo głodni, Dumbledore zabrał głos.
- Witam Was w kolejnym roku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie...- po tym zdaniu niektórzy uczniowie przestali go słuchać, ale każdy się obruszył, gdy Dumbledore wypowiedział:- W tym roku nie będą odbywały się mecze Quidditcha. Powodem jest to, że nasza szkoła organizuje Turniej Trójmagiczny...
- Witam Was w kolejnym roku nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie...- po tym zdaniu niektórzy uczniowie przestali go słuchać, ale każdy się obruszył, gdy Dumbledore wypowiedział:- W tym roku nie będą odbywały się mecze Quidditcha. Powodem jest to, że nasza szkoła organizuje Turniej Trójmagiczny...
Wytłumaczył, co to oznacza. Oczywiście każdy z uczniów był
zafascynowany, a większość chłopców miała nadzieję na udział w tym ciekawym
wydarzeniu. Lecz Dumbledore szybko rozwiał ich plany.
- Aby brać udział w Turnieju trzeba mieć skończone siedemnaście lat.
- Co?! To niesprawiedliwe!- zbulwersowali się bliźniacy.
- Chłopaki, to niebezpieczne, musicie to zrozumieć- uspakajała ich Hermiona.
- Na pewno byśmy sobie poradzili.
- Tu nie chodzi o to czy byście sobie poradzili czy nie, tylko o to, że mogłoby wam się coś stać!
- Aby brać udział w Turnieju trzeba mieć skończone siedemnaście lat.
- Co?! To niesprawiedliwe!- zbulwersowali się bliźniacy.
- Chłopaki, to niebezpieczne, musicie to zrozumieć- uspakajała ich Hermiona.
- Na pewno byśmy sobie poradzili.
- Tu nie chodzi o to czy byście sobie poradzili czy nie, tylko o to, że mogłoby wam się coś stać!
***
Siedząc w Pokoju Wspólnym każdy był oszołomiony przybyciem
nowego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. Był nim dawny auror, Szalonooki
Moody. Nie sprawiał wrażenia miłego człowieka, który kocha dzieci, wręcz
przeciwnie, wydawał się arogancki. Nie zrobił dobrego wrażenia zwłaszcza na
Hermionie, nie była pewna czy ten człowiek w ogóle powinien uczyć w szkole. Fred
i George nadal nie byli w dobrych nastrojach, widocznie Turniej Trójmagiczny
zrobił na nich dość duże wrażenie. Wieczna chwała? Marzyli o tym, a przez ich
wiek nie mogli wziąć udziału w czymś, co pomogłoby im to zdobyć...
***
Pierwsze zajęcia w nowym roku szkolnym. Żaden z uczniów nie
cieszył się na to wydarzenie. Jedyną osobą była Hermiona Granger. Obudziła się
jako pierwsza. Poszła do łazienki, a gdy wyszła, Parvati, Lavender i Ginny już
nie spały. Parvati szukała czegoś w walizce, Lavender pakowała książki na
dzisiejsze zajęcia do swojej torebki, a Ginny jeszcze leżała, była zaspana,
więc pewnie dopiero się obudziła. Hermiona uznała, że wszędzie dobrze, ale w
Hogwarcie najlepiej. Miała wokół siebie przyjaciół, którzy zawsze byli dla niej
dobrzy, nauczycieli, którzy pomagali jej w nauce, a teraz jeszcze chłopaka...
na myśl o Fredzie uśmiechnęła się do siebie. Parvati najwyraźniej to zauważyła.
- O, Hermiona, od razu widać, że w kimś się zakochałaś, uśmiechasz się bez powodu, to takie słodkie, ale kim jest ten szczęśliwiec?- usiadła obok Hermiony na łóżku dziewczyny.
- A ty, co taka wścibska!- odpowiedziała szerzej uśmiechając się Hermiona.
- No wiesz, mieszkamy razem a ty nawet nie chcesz mi powiedzieć kto ci się podoba- Parvati udała urażoną.
- Mieszkamy razem? Jesteśmy zmuszone razem mieszkać!- Hermiona zaczęła się śmiać.
- Dobra, dobra, nie wymijaj się od odpowiedzi! No, słuchamy, kto to?- teraz do rozmowy włączyła się Lavender, składając wczorajsze ubranie.
- Nie dacie mi żyć! Chodzę z Fredem- odpowiedziała w końcu Hermiona.
- Z jakim Fredem?- zapytały obie, zdziwione.
- Z moim bratem, do cholery jasnej, możecie być ciszej? Próbuję jeszcze spać!- wykrzyknęła zdenerwowana Ginny. Niestety, nie był jej dany spokój tego ranka, dziewczyny zaczęły zachowywać się jeszcze głośniej.
- Fredem Weasley'em?! Jak to? Przecież się zupełnie różnicie!
- Przeciwieństwa się przyciągają- odpowiedziała Hermiona.
- O, Hermiona, od razu widać, że w kimś się zakochałaś, uśmiechasz się bez powodu, to takie słodkie, ale kim jest ten szczęśliwiec?- usiadła obok Hermiony na łóżku dziewczyny.
- A ty, co taka wścibska!- odpowiedziała szerzej uśmiechając się Hermiona.
- No wiesz, mieszkamy razem a ty nawet nie chcesz mi powiedzieć kto ci się podoba- Parvati udała urażoną.
- Mieszkamy razem? Jesteśmy zmuszone razem mieszkać!- Hermiona zaczęła się śmiać.
- Dobra, dobra, nie wymijaj się od odpowiedzi! No, słuchamy, kto to?- teraz do rozmowy włączyła się Lavender, składając wczorajsze ubranie.
- Nie dacie mi żyć! Chodzę z Fredem- odpowiedziała w końcu Hermiona.
- Z jakim Fredem?- zapytały obie, zdziwione.
- Z moim bratem, do cholery jasnej, możecie być ciszej? Próbuję jeszcze spać!- wykrzyknęła zdenerwowana Ginny. Niestety, nie był jej dany spokój tego ranka, dziewczyny zaczęły zachowywać się jeszcze głośniej.
- Fredem Weasley'em?! Jak to? Przecież się zupełnie różnicie!
- Przeciwieństwa się przyciągają- odpowiedziała Hermiona.
***
Spotkała się z Fredem, gdy wracała ze śniadania, on dopiero
na nie szedł.
- Możesz mi wyjaśnić, czemu połowa osób mówi, że nigdy by się czegoś po mnie nie spodziewała, że nie pasujemy do siebie, ale że wyglądamy słodko?
- Ojeju, miałam nikomu nie mówić?
- Nie, nie o to mi chodzi, po prostu, naprawdę zdążyłaś już wszystkim powiedzieć, że jesteśmy razem?- uśmiechnął się do niej z wyrazem uznania.
- Nie, powiedziałam tylko Parvati i Lavender, one musiały wszystkim rozgadać... Przepraszam...
- Nie masz za co! To nawet lepiej, ciągle ktoś by się wypytywał czemu spędzamy ze sobą tyle czasu i tak dalej...- To dobrze, muszę już iść, niedługo mam zajęcia...- powiedziała dziewczyna.
- Możesz mi wyjaśnić, czemu połowa osób mówi, że nigdy by się czegoś po mnie nie spodziewała, że nie pasujemy do siebie, ale że wyglądamy słodko?
- Ojeju, miałam nikomu nie mówić?
- Nie, nie o to mi chodzi, po prostu, naprawdę zdążyłaś już wszystkim powiedzieć, że jesteśmy razem?- uśmiechnął się do niej z wyrazem uznania.
- Nie, powiedziałam tylko Parvati i Lavender, one musiały wszystkim rozgadać... Przepraszam...
- Nie masz za co! To nawet lepiej, ciągle ktoś by się wypytywał czemu spędzamy ze sobą tyle czasu i tak dalej...- To dobrze, muszę już iść, niedługo mam zajęcia...- powiedziała dziewczyna.
- Ja dopiero na śniadanie idę, nie wiem, jak się wyrobię- zaczął się śmiać
Fred.- Nie zatrzymuję cię, ale musisz mi dać całuska w policzek, bo później się
zobaczymy dopiero wieczorem.
- Z chęcią- uśmiechnęła się i zbliżyła do chłopaka, w ostatniej chwili Fred odwrócił głowę i pocałował Hermionę w usta.
- No no, masz w końcu chłopaka, Granger? To dziwne, że w ogóle ktoś chce chodzić z taką szlamą- usłyszeli za sobą głos, który znali bardzo dobrze, przez całe wakacje byli od niego wolni, ale oto teraz powraca piekło. Malfoy stał od nich jakieś pięć metrów, z Goyle'em, który zajadał się jabłkiem. Hermiona powoli odwróciła się do niego- A, no tak, to Wealey, jemu każda odpowiada.
- Możesz zabrać swój arystokracki tyłek w inne miejsce?- odezwał się Fred.
- Bardzo chętnie, nie jest przyjemnie na was patrzeć.
- Na ciebie jeszcze gorzej.
- Idziemy, Goyle, niedobrze mi, jak na nich patrzę... A zwłaszcza na tą szlamę.
- Z chęcią- uśmiechnęła się i zbliżyła do chłopaka, w ostatniej chwili Fred odwrócił głowę i pocałował Hermionę w usta.
- No no, masz w końcu chłopaka, Granger? To dziwne, że w ogóle ktoś chce chodzić z taką szlamą- usłyszeli za sobą głos, który znali bardzo dobrze, przez całe wakacje byli od niego wolni, ale oto teraz powraca piekło. Malfoy stał od nich jakieś pięć metrów, z Goyle'em, który zajadał się jabłkiem. Hermiona powoli odwróciła się do niego- A, no tak, to Wealey, jemu każda odpowiada.
- Możesz zabrać swój arystokracki tyłek w inne miejsce?- odezwał się Fred.
- Bardzo chętnie, nie jest przyjemnie na was patrzeć.
- Na ciebie jeszcze gorzej.
- Idziemy, Goyle, niedobrze mi, jak na nich patrzę... A zwłaszcza na tą szlamę.
***
Malfoy trafił do Skrzydła Szpitalnego z krwawiącym nosem.
Fred właśnie szedł do dyrektora się wytłumaczyć. Wcale nie chciał go uderzyć,
tak jakoś wyszło. Doszedł do drzwi dyrektora, wymówił hasło i wszedł...
Dumbledore siedział za biurkiem i wpatrywał się w Fawkesa,
który skubał swoje piórka. Uniósł wzrok znad okularów-połówek. Spojrzenie miał
przyjacielskie, można było mu o wszystkim powiedzieć. Nie wyglądał na
człowieka, który często się denerwuje. Właściwie nie wyglądał na kogoś, kto
wogóle się denerwuje.
- Dzień dobry, panie Weasley. Usiądź- dyrektor wskazał mu krzesło naprzeciw siebie.
- Dzień dobry, profesorze- odpowiedział Fred, siadając.
- Nie spodziewałbym się po panu takiego czynu- wyznał staruszek, głaskając feniksa po grzbiecie. -Dlatego zapytam wprost: czy to pan Malfoy uderzył cię pierwszy? Kto zaczął?
- Malfoy nawet mnie nie dotknął- odpowiedział spokojnie Fred. Mógłby skłamać, powiedzieć, że tylko się bronił, ale nie byłby w stanie tego zrobić przed Dumbledorem.
- W takim razie jak doszło do tego incydentu?
- Powiedział coś niemiłego o Hermionie...
- No tak, mogłem się tego spodziewać- dyrektor spojrzał na okno- język to jego jedyna broń, ale skoro to on pierwszy zaczął kłótnię, jest pan niewinny, pan jedynie się bronił, a właściwie bronił pan przyjaciółki, co jest jeszcze większym czynem. Chętnie bym pana puścił wolno, ale to jest niezgodne z regulaminem, więc przydzielam ci tydzień szlabanu u profesor McGonaggal. I jeszcze coś, musisz przeprosić Draco.
- Za co?- zapytał zdziwiony Fred.
- Ja też uważam, że to nie jest potrzebne, ale profesor Snape uznał, że pan Malfoy nabawił się poważnego uszczerbku na zdrowiu i wymaga przeprosin. Zrobi to pan?
- Tak, zrobię.
- Dobrze, idź już na lekcje.
- Do widzenia, profesorze.
- Dzień dobry, panie Weasley. Usiądź- dyrektor wskazał mu krzesło naprzeciw siebie.
- Dzień dobry, profesorze- odpowiedział Fred, siadając.
- Nie spodziewałbym się po panu takiego czynu- wyznał staruszek, głaskając feniksa po grzbiecie. -Dlatego zapytam wprost: czy to pan Malfoy uderzył cię pierwszy? Kto zaczął?
- Malfoy nawet mnie nie dotknął- odpowiedział spokojnie Fred. Mógłby skłamać, powiedzieć, że tylko się bronił, ale nie byłby w stanie tego zrobić przed Dumbledorem.
- W takim razie jak doszło do tego incydentu?
- Powiedział coś niemiłego o Hermionie...
- No tak, mogłem się tego spodziewać- dyrektor spojrzał na okno- język to jego jedyna broń, ale skoro to on pierwszy zaczął kłótnię, jest pan niewinny, pan jedynie się bronił, a właściwie bronił pan przyjaciółki, co jest jeszcze większym czynem. Chętnie bym pana puścił wolno, ale to jest niezgodne z regulaminem, więc przydzielam ci tydzień szlabanu u profesor McGonaggal. I jeszcze coś, musisz przeprosić Draco.
- Za co?- zapytał zdziwiony Fred.
- Ja też uważam, że to nie jest potrzebne, ale profesor Snape uznał, że pan Malfoy nabawił się poważnego uszczerbku na zdrowiu i wymaga przeprosin. Zrobi to pan?
- Tak, zrobię.
- Dobrze, idź już na lekcje.
- Do widzenia, profesorze.
Fred wyszedł z pomieszczenia, zostawiając Dumbledore'a samego
ze swymi myślami.
~~~
Komentujcie, kochani ;) jeśli macie twittera, to może mnie zaobserwujecie? ;) @ Paulina_Hi_Baby :* robię follow back ;)
~~~
Komentujcie, kochani ;) jeśli macie twittera, to może mnie zaobserwujecie? ;) @ Paulina_Hi_Baby :* robię follow back ;)