sobota, 19 października 2013

Rozdział VII


"Skoro nie można się cofnąć trzeba znaleźć najlepszy sposób, by pójść naprzód"

Hermiona wstała i zeszła do kuchni, gdzie już siedziała cała rodzina Weasley'ów i Harry, brakowała jedynie Freda i George'a. Usiadła na krzesełku obok wystraszonej pani Weasley.
- Co się stało?- zapytała Szatynka, na co Molly zaczęła płakać.
- Na meczu zjawili się śmierciożercy- odpowiedział zdenerwowany Harry.- Na niebie pojawił się Mroczny Znak, musieliśmy uciekać.
Hermiona nie wiedziała co powiedzieć. Przytuliła jedynie panią Weasley, która nadal płakała.
- Przyszli po mnie- powiedział Harry.
- Nie możesz tak myśleć- powiedział Artur.
- Ale tak jest!
- Harry, pamiętaj, że będziemy cię chronić.
- Nie chcę przez cały czas być chronionym, musimy stawić czoła i go powstrzymać, nie możemy pozwolić mu, żeby zabił więcej ludzi.
- Harry, najpierw Ministerstwo musi zrozumieć w jak wielkim niebezpieczeństwie jest świat czarodziejów.
- Miałem sen, w którym Voldemort zabija bezbronnego mugola.
- Czemu wcześniej nic nam o tym nie powiedziałeś?
- Nie wiem... myślałem, że nie jest to ważne- powiedział Harry, a w tym czasie Fred i George zeszli z góry, George opowiedział bratu na górze co się stało.
- Był tam ktoś jeszcze? W twoim śnie.
- Tak, był Peter Petigrew i ktoś jeszcze, nie znam go.
- Dobrze, dzieci, idźcie na górę, muszę porozmawiać z Molly- powiedział Artur, wszyscy poszli do pokoju Harry'ego i Rona.
- Nic wam się nie stało?- zapytała od razu Hermiona.
- Nie, nam nic nie jest, ale możemy już o tym nie rozmawiać?- odpowiedział Ginny- A wy, co robiliście?
- Nic ciekawego- Hermiona lekko się zarumieniła na wspomnienie wieczoru. Nie uszło to oczywiście uwadze Ginny, lecz przy wszystkich nie chciała wypytywać.
- Graliśmy w szachy czarodziejów, rozmawialiśmy, jak już Hermiona powiedziała, nic ciekawego- w głosie Freda również było słychać zakłopotanie.
- Mama powiedziała, że jutro pojedziemy po podręczniki do szkoły- powiedział Ron.
- Może pójdziemy już spać? Jestem strasznie zmęczona- zaproponowała Ginny, wszyscy się zgodzili.
                                                             ***
Hermiona obudziła się o dziewiątej rano, Ginny już nie spała.
- No więc, wczoraj nie było jak, więc pytam teraz: co robiliście kiedy nas nie było?- zapytała, gdy tylko zauważyła, że Hermiona juz nie śpi
- No, Fred wczoraj wszystko powiedział.
- Wszystko?
- No nie wszystko...
- No to czego nie powiedział?
- No dobra, powiem ci, wczoraj Fred znalazł w lodówce piwo, które przywiozłam twojemu tacie i wypił trzy puszki.
- Tylko mi nie mów, że tak się zaczerwieniliście z powodu alkoholu.
- No nie, bo późnie Fred mnie pocałował- powiedziała niepewnie Hermiona.
- Co?!- wrzasnęła Ginny.
- A ja nie protestowałam.
- Ale jak to on cię pocałował? Tak po prostu nagle zaczęliście się całować?
Hermiona opowiedziała przyjaciółce wszystko po czym zeszły na śniadanie. Pani Weasley krzątała się po kuchni przygotowując posiłek dla rodziny. Przy stole siedzieli Fred i George.
- Cześć dziewczyny- przywitali się.
- Cześć- odpowiedziała Hermiona, po czym zwróciła się do pani Weasley- pomóc pani przy śniadaniu?
- Nie, dziękuję, kochanie, juz kończę.
Dziewczyny usiadły przy stole, Ginny na przeciwko George'a, Hermiona naprzeciw Freda. Chłopak uśmiechnął się do Szatynki, odpowiedziała mu tym samym.
- Jak było na meczu? Oczywiście oprócz tego, co stało się potem?- zapytała.
- Było super, naprawdę, gdyby nie ta akcja ze śmerciożercami byłoby jeszcze lepiej.
Do kuchni weszli Harry i Ron.
- Cześć- przywitali się i usiedli do śniadanie, które właśnie przygotowała pani Wealsey. Zjedli i zaczęli szykować się do wyjścia.
- Może dobierzcie się w pary- zaproponowała Molly- hmm... Ty Harry, będziesz z Ronem, Fred z George'm...
- Mamo... Mogę być z Hermioną?- przerwał jej Rudzielec. Hermiona spojrzała na niego, jakby chciała go zabić
- No dobrze- odparła zdziwiona matka- więc ty z Hermioną, a Ginny z George'm, ja będę z Arturem. Kupcie sobie, co potrzebne. Spotkamy się o piętnastej pod Gringottą.
Pierwsza do kominka weszła Ginny, później George, następnie Molly, Artur, Harry, Ron, Hermiona i Fred.
                                                             ***
- Czemu chciałeś ze mną łazić po pokątnej?- zapytała od razu, gdy się spotkali Hermiona Freda.
- Chciałem z tobą porozmawiać.
- O czym?
- Przepraszam, że wczoraj cię pocałowałem, nie chciałem być nachalny...
- Ja tego nie żałuję- Hermiona usłyszała swój głos. "Co ja powiedziałam?! Teraz to w ogóle się pogrążyłam"- pomyślała.
- Ja też nie- powiedział chłopak uśmiechając się do niej. Hermiona spłonęła rumieńcem.

Fred przysunął się do niej i równie delikatnie, jak wczorajszego wieczoru, pocałował ją.
- Może powinniśmy spróbować?
- Czy ty właśnie zaproponowałeś...
- Tak, chcę żebyśmy byli razem.
- Ja też tego chcę- przytuliła się do swojego chłopaka. 


~~~~~~~~
No więc tak, na szczęście mi się naprawiło i moge dodawać posty zwyczajnie, a nie przepisywać z Worda na Bloggera :D Proszę, komentujcie, bo naprawdę to jest dla mnie ważne, codziennie wchodzę na bloggera i sprawdzam, czy nie ma komentarzy, cokolwiek, nawet hejty :D A, i przepraszam, że taki krótki i nudny ten rozdział, ale pisałam go jeszcze w wakacje...