Rozdział
V
"Ten, kto kocha naprawdę kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami"
Dziewczyny wstały dość
późno, i gdy zeszły na śniadanie chłopaki już czekali przy stole na śniadanie.
- Dzień Dobry- powiedziała Hermiona do pani Weasley, która przyrządzała posiłek, po czym podeszła do niej i zapytała w czym ma pomóc, gdy rozkazy dla niej i Ginny zostały wydane, Hermiona odezwała się do Rona, Harry'ego, Freda i George'a.- A wy, moglibyście pomóc.
- Dzień Dobry- powiedziała Hermiona do pani Weasley, która przyrządzała posiłek, po czym podeszła do niej i zapytała w czym ma pomóc, gdy rozkazy dla niej i Ginny zostały wydane, Hermiona odezwała się do Rona, Harry'ego, Freda i George'a.- A wy, moglibyście pomóc.
Chłopcy niechętnie zwlekli
się z krzeseł i pomagali dziewczynom w zmywaniu, podczas, gdy pani domu dalej przygotowywała
śniadanie.
- Mamo, nie możemy tego zrobić za pomocą czarów?- jęczał Ron.
- Możesz raz na jakiś czas popracować Ronaldzie- odpowiedziała sucho Molly.
- Mamo, nie możemy tego zrobić za pomocą czarów?- jęczał Ron.
- Możesz raz na jakiś czas popracować Ronaldzie- odpowiedziała sucho Molly.
Po zjedzonym śniadaniu
Harry, Ron, Hermiona, Ginny, Fred i George wyszli odgnomić ogródek. Fred wyjął
jednego z krzaka i zakrzyknął:
- Patrzcie ten gnom jest podobny do Rona!- wszyscy wybuchli śmiechem, o dziwo, nawet Ron.
- Patrzcie ten gnom jest podobny do Rona!- wszyscy wybuchli śmiechem, o dziwo, nawet Ron.
Ginny i Hermiona nie były
zbyt dobre w tym zajęciu, więc po prostu udawały, że szukają stworzeń, a tak
naprawdę chodziły obok siebie i rozmawiały.
Gdy tylko skończyli pracę,
wrócili do domu i grali w Eksplodującego Durnia. Jak zwykle najczęściej
wygrywał któryś z bliźniaków.
- Przepraszam, ale chyba pójdę do pokoju, trochę boli mnie głowa- oznajmiła po pewnym czasie Hermiona, wychodząc z salonu. Ginny poszła z nią.
- Położę się na chwilę, może mi przejdzie- powiedziała do przyjaciółki Szatynka, siadając na łóżku.
- Może chcesz wody- zaoferowała Ruda- albo głodna jesteś.
- Nie, Ginny, wszystko w porządku, czasami mam takie bóle, to nic złego. Idź na dół i w końcu wygraj z chłopakami- zaśmiała się Hermiona.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to wołaj- odpowiedziała wychodząc.
- Przepraszam, ale chyba pójdę do pokoju, trochę boli mnie głowa- oznajmiła po pewnym czasie Hermiona, wychodząc z salonu. Ginny poszła z nią.
- Położę się na chwilę, może mi przejdzie- powiedziała do przyjaciółki Szatynka, siadając na łóżku.
- Może chcesz wody- zaoferowała Ruda- albo głodna jesteś.
- Nie, Ginny, wszystko w porządku, czasami mam takie bóle, to nic złego. Idź na dół i w końcu wygraj z chłopakami- zaśmiała się Hermiona.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to wołaj- odpowiedziała wychodząc.
***
Hermiona usnęła. Obudziła
się dopiero, gdy do jej pokoju wszedł Fred.
- Co ty tu robisz?- zapytała zaspana dziewczyna.
- Zostawiłem u Ginny książkę, która jest mi bardzo potrzebna...
- Aha spoko... co tak cicho tam na dole?- rzeczywiście z dołu nie dochodziły odgłosy rozmów.
- Rodzice gdzieś wyszli, a my na podwórku gramy w Quidditcha. Chcesz do nas dołączyć?
- Nie, wiesz, ja może lepiej popatrzę, nie lubię grać- odpowiedziała i zeszła z łóżka.
- Co ty tu robisz?- zapytała zaspana dziewczyna.
- Zostawiłem u Ginny książkę, która jest mi bardzo potrzebna...
- Aha spoko... co tak cicho tam na dole?- rzeczywiście z dołu nie dochodziły odgłosy rozmów.
- Rodzice gdzieś wyszli, a my na podwórku gramy w Quidditcha. Chcesz do nas dołączyć?
- Nie, wiesz, ja może lepiej popatrzę, nie lubię grać- odpowiedziała i zeszła z łóżka.
Razem zeszli do ogródka.
Uzgodnili, że będą dwie drużyny, w jednej miał zagrać Ron z Harry'm i Ginny, a
w drugiej Fred i George. Trudno było im grać tylko we dwójkę, ale jakoś sobie
radzili. Wygrywali, może dlatego, że mieli większe doświadczenie i znali różne
taktyki. Nagle Fred lekko się osunął z miotły, po czym spadł z niej twardo
lądując na ziemi. Pierwszą osobą, która podbiegła do niego była Hermiona. Wyglądało
na to, że chłopak zemdlał, gdyż leżał w bezruchu nie ruszając się. Zanieśli go
do domu i położyli na kanapie, po paru sekundach rudzielec się ocknął.
- Ależ mnie boli noga...- jęknął od razu po przebudzeniu- nie mogę nią ruszać.
- Chyba jest złamana- powiedziała Hermiona i usztywniła nogę za pomocą deski, którą Ginny przyniosła ze schowka na miotły.
- Jak to złamana? Przecież pojutrze mecz Quidditcha. Muszę tam być.
- Może pojedziecie do szpitala i tam coś zrobią z twoją nogą.
- No co ty, tam mają ważniejsze sprawy niż moja noga.
- To rodzice ci ją naprawią za pomocą zaklęcia- pocieszała go Hermiona.
- Rodzice zbyt dobrze nie znają takich czarów i wolą nie próbować- odezwała się Ginny.
- Za ile oni wrócą?- zapytała Hermiona.
- Powinni być za jakieś pół godziny.
- Do tego czasu, Fred ma leżeć z nogą usztywnioną tą deską- zarządziła Hermiona, po czym zwróciła się do Ginny- chodź ze mną do kuchni, zrobimy herbatę.
- Myślę, że nie będzie mógł pojechać na mecz- odezwała się cicho Hermiona, aby chłopak jej nie usłyszał. Ginny właśnie wstawiała wodę na herbatę.
- Może będzie dało się coś zrobić- odpowiedziała równie cicho.
- Ale będziecie musieli jechać do szpitala.
- Nie wiem, co robić, mama na pewno coś wymyśli.
- Ależ mnie boli noga...- jęknął od razu po przebudzeniu- nie mogę nią ruszać.
- Chyba jest złamana- powiedziała Hermiona i usztywniła nogę za pomocą deski, którą Ginny przyniosła ze schowka na miotły.
- Jak to złamana? Przecież pojutrze mecz Quidditcha. Muszę tam być.
- Może pojedziecie do szpitala i tam coś zrobią z twoją nogą.
- No co ty, tam mają ważniejsze sprawy niż moja noga.
- To rodzice ci ją naprawią za pomocą zaklęcia- pocieszała go Hermiona.
- Rodzice zbyt dobrze nie znają takich czarów i wolą nie próbować- odezwała się Ginny.
- Za ile oni wrócą?- zapytała Hermiona.
- Powinni być za jakieś pół godziny.
- Do tego czasu, Fred ma leżeć z nogą usztywnioną tą deską- zarządziła Hermiona, po czym zwróciła się do Ginny- chodź ze mną do kuchni, zrobimy herbatę.
- Myślę, że nie będzie mógł pojechać na mecz- odezwała się cicho Hermiona, aby chłopak jej nie usłyszał. Ginny właśnie wstawiała wodę na herbatę.
- Może będzie dało się coś zrobić- odpowiedziała równie cicho.
- Ale będziecie musieli jechać do szpitala.
- Nie wiem, co robić, mama na pewno coś wymyśli.
Dziewczyny weszły do pokoju
z ciepłym napojem i postawiły go na stoliczku, po czym usiadły obok chłopaków,
gdy weszły do pomieszczenia zrobiło się nagle dziwnie cicho, jakby chłopcy nie
chcieli, aby one się o czymś dowiedziały.
- No co?- zapytała w końcu Hermiona- o co wam chodzi?
- Nie, nic- odpowiedział z uśmiechem Ron.
- Oh, nie chce mi się nawet zgadywać o co wam chodzi.
- Niedługo musimy jechać na pokątną- zmienił szybko temat Fred- potrzebujemy przecież podręczników do szkoły.
- Tak, masz rację, pewnie wybierzemy się tam niedługo po meczu- posłodziła herbatę i napiła się.
- No co?- zapytała w końcu Hermiona- o co wam chodzi?
- Nie, nic- odpowiedział z uśmiechem Ron.
- Oh, nie chce mi się nawet zgadywać o co wam chodzi.
- Niedługo musimy jechać na pokątną- zmienił szybko temat Fred- potrzebujemy przecież podręczników do szkoły.
- Tak, masz rację, pewnie wybierzemy się tam niedługo po meczu- posłodziła herbatę i napiła się.
Chłopcy wybuchli śmiechem,
Ginny nie wiedziała o co chodzi, ale po chwili zauważyła, że twarz Hermiony
jest cała w niebieskich plamkach. Dziewczyna nadal nie wiedziała o co chodzi,
jej przyjaciele nie chcieli jej powiedzieć z czego się śmieją, jedynie Fred
przez śmiech poradził jej, aby spojrzała w lustro, wybiegła szybko do łazienki.
- Fred! George! Co wyście mi zrobili?!- usłyszeli krzyk Hermiony.
- Fred! George! Co wyście mi zrobili?!- usłyszeli krzyk Hermiony.
Wróciła okropnie zła.
- Jak ja to teraz zmyję, co?- zwróciła się w stronę bliźniaków.
- A czemu od razu oskarżasz nas?
- Bo tylko wy, miewacie takie pomysły! Jak ja się domyję? Jak wy to zrobiliście?
- Samo zniknie po około piętnastu minutach. Do cukru dodaliśmy trochę proszku powodującego przebarwienie skóry. Nasz nowy wynalazek- wyjaśnił Fred.
- Jak ja to teraz zmyję, co?- zwróciła się w stronę bliźniaków.
- A czemu od razu oskarżasz nas?
- Bo tylko wy, miewacie takie pomysły! Jak ja się domyję? Jak wy to zrobiliście?
- Samo zniknie po około piętnastu minutach. Do cukru dodaliśmy trochę proszku powodującego przebarwienie skóry. Nasz nowy wynalazek- wyjaśnił Fred.
Hermiona usiadła nadąsana,
ale po chwili jej przeszło, akurat wrócili pan i pani Weasley.
- Fred! Co ci się stało?!- wrzasnęła Molly Weasley, gdy tylko weszła do domu.
- Mamooo, to zwykłe złamanie... Nic mi nie będzie- odpowiedział chłopak- spadłem z miotły...
- Mogłeś bardziej uważać, co my teraz zrobimy? Ja i twój ojciec nie umiemy naprawiać złamanych kości, a w Świętym Mungu cię nie przyjmą, mają ważniejsze sprawy...
- Nie martw się, kochanie, akurat mam mugolską książkę, o tym jak dbać o urazy kości, jakoś sobie poradzimy- powiedział Artur Weasley.
- No dobrze, jakoś to będzie, jesteście głodni?- zapytała kobieta.
- Tak.- Pierwszą osobą, która odpowiedziała na to pytanie był oczywiście Ron.
- Fred! Co ci się stało?!- wrzasnęła Molly Weasley, gdy tylko weszła do domu.
- Mamooo, to zwykłe złamanie... Nic mi nie będzie- odpowiedział chłopak- spadłem z miotły...
- Mogłeś bardziej uważać, co my teraz zrobimy? Ja i twój ojciec nie umiemy naprawiać złamanych kości, a w Świętym Mungu cię nie przyjmą, mają ważniejsze sprawy...
- Nie martw się, kochanie, akurat mam mugolską książkę, o tym jak dbać o urazy kości, jakoś sobie poradzimy- powiedział Artur Weasley.
- No dobrze, jakoś to będzie, jesteście głodni?- zapytała kobieta.
- Tak.- Pierwszą osobą, która odpowiedziała na to pytanie był oczywiście Ron.
Molly poszła do kuchni
przyrządzić kolację, natomiast Ginny, Hermiona, Harry i Fred podtrzymywany
przez George'a i Rona poszli na górę, do pokoju Rona.
- Ej, chwila, ale czy ja będę mógł iść na mecz z tą nogą?- zapytał nagle Fred. Hermiona ciężko westchnęła.
- Obawiam się, że nie...- powiedziała. Zauważyła, że chłopak posmutniał i wtedy wpadła na pewien pomysł...- ale jeśli tylko chcesz to ja mogę z tobą zostać w domu, żebyś nie był sam.
- Jeśli chcesz- odpowiedział Fred.
- Ej, chwila, ale czy ja będę mógł iść na mecz z tą nogą?- zapytał nagle Fred. Hermiona ciężko westchnęła.
- Obawiam się, że nie...- powiedziała. Zauważyła, że chłopak posmutniał i wtedy wpadła na pewien pomysł...- ale jeśli tylko chcesz to ja mogę z tobą zostać w domu, żebyś nie był sam.
- Jeśli chcesz- odpowiedział Fred.
OK, jest nowy rozdział, przepraszam, że tak długo musieliście czekać, o ile wogóle ktoś czekał, i mam nadzieję, że teraz będę częściej dodawała notki, ale sami wiecie, wakacje, na nic nie ma czasu :D Zachecam do komentowania, bo to naprawdę napędza do pisania :) myślę, że rodział trochę nudny, ale za to w następnym dzieje się troszkę więcej, w końcu Hermiona ma zostać w domu sama z Fredem :P A, i jeśli ktos chciał przeczytać o Meczu, to bardzo przepraszam, ale musiałam coś zmienić, taka już moja natura :D Ale się rozpisałam, do zobaczenia w następnym rozdziale :D
PS. Byłby ktoś chętny, aby stworzyć mi nagłówek? :)
PS. Byłby ktoś chętny, aby stworzyć mi nagłówek? :)