Rozdział IV
"Miłość jest jak motyl- piękna, bajeczna i trudna do złapania"
Po całym dniu spędzonym
razem przyjaciele byli bardzo zmęczeni. Szli ciemną uliczką w stronę domu
Hermiony. Nagle usłyszeli za sobą wołanie.
- Ej, Granger, co, wróciłaś z wariatkowa na wakacje?- głos zdecydowanie należał do dziewczyny.
- O nie... To Mery... - szepnęła szatynka.- Miałam nadzieję, że jej nie spotkamy... Kiedyś się przyjaźniłyśmy, ale znalazła sobie nową koleżaneczkę i od tamtego czasu się ze mnie wyśmiewają.- Hermiona odwróciła się gwałtownie- Dla twojej informacji, ja nie siedzę w wariatkowie, co zdecydowanie przydałoby się tobie, lecz uczę się w szkole, w której nauczyciele nie tolerowaliby twojego zachowania, Mery...
- Oh, jak słodko, przyjechałaś z równie nienormalnymi przyjaciółmi?
- Lepiej nie zwracajmy na nią uwagi.
- Ale Hermiono, może jednak zareagujemy, chyba nie powinniśmy dawać jej takiej satysfakcji...- powiedział George.
- Ej, Granger, co, wróciłaś z wariatkowa na wakacje?- głos zdecydowanie należał do dziewczyny.
- O nie... To Mery... - szepnęła szatynka.- Miałam nadzieję, że jej nie spotkamy... Kiedyś się przyjaźniłyśmy, ale znalazła sobie nową koleżaneczkę i od tamtego czasu się ze mnie wyśmiewają.- Hermiona odwróciła się gwałtownie- Dla twojej informacji, ja nie siedzę w wariatkowie, co zdecydowanie przydałoby się tobie, lecz uczę się w szkole, w której nauczyciele nie tolerowaliby twojego zachowania, Mery...
- Oh, jak słodko, przyjechałaś z równie nienormalnymi przyjaciółmi?
- Lepiej nie zwracajmy na nią uwagi.
- Ale Hermiono, może jednak zareagujemy, chyba nie powinniśmy dawać jej takiej satysfakcji...- powiedział George.
Zauważyli, że z naprzeciwka
ktoś idzie.
- Kate?! Cześć! Dawno się nie widziałyśmy!- wybuchła Hermiona i rzuciła się na szyję postaci.
- Hermiona, to ty?! Gdzieś ty była przez te dziesięć miesięcy?...
- Spotykamy dziś dosyć sporo przyjaciół Hermiony...- Szepnęła do braci Ginny.
- Może was przedstawię...- powiedziała szatynka.- To jest Kate, moja przyjaciółka z czasów kiedy jeszcze nie chodziłam z wami do szkoły- teraz zwróciła się w stronę Kate i przedstawiła jej Freda, George'a i Ginny.
- Kate?! Cześć! Dawno się nie widziałyśmy!- wybuchła Hermiona i rzuciła się na szyję postaci.
- Hermiona, to ty?! Gdzieś ty była przez te dziesięć miesięcy?...
- Spotykamy dziś dosyć sporo przyjaciół Hermiony...- Szepnęła do braci Ginny.
- Może was przedstawię...- powiedziała szatynka.- To jest Kate, moja przyjaciółka z czasów kiedy jeszcze nie chodziłam z wami do szkoły- teraz zwróciła się w stronę Kate i przedstawiła jej Freda, George'a i Ginny.
Za nimi nadal stała Mery i
wykrzykiwała jakieś obelgi w stronę Hermiony.
- Mery, zamknij się, wykrzykujesz o tym, że Hermiona przez cały rok szkolny siedziała w wariatkowie, bo nadal masz nadzieję, że tam trafisz i chcesz mieć tam przyjaciół- rzuciła Kate w stronę Mery. Krzyki ustały, pewnie dlatego, że dziewczyna skręciła w uliczkę, na której mieszkała.- Dobra, dziewczyno, mów jak było w tamtej szkole.
- Naprawdę świetnie, dużo się nauczyłam.
- No, ale się rozgadałaś, naprawdę- zaśmiała się Kate.- Chodzicie razem do jednej klasy? Ty, Ginny, Fred i George?
- Nie, Ginny jest młodsza o rok, a chłopaki starsi o dwa.
- Naprawdę?! Zazwyczaj starsi nie chcą się pokazywać z młodszymi, ale wy chłopaki, dobrze wybraliście, Hermiona jest naprawdę świetną przyjaciółką.
- Mery, zamknij się, wykrzykujesz o tym, że Hermiona przez cały rok szkolny siedziała w wariatkowie, bo nadal masz nadzieję, że tam trafisz i chcesz mieć tam przyjaciół- rzuciła Kate w stronę Mery. Krzyki ustały, pewnie dlatego, że dziewczyna skręciła w uliczkę, na której mieszkała.- Dobra, dziewczyno, mów jak było w tamtej szkole.
- Naprawdę świetnie, dużo się nauczyłam.
- No, ale się rozgadałaś, naprawdę- zaśmiała się Kate.- Chodzicie razem do jednej klasy? Ty, Ginny, Fred i George?
- Nie, Ginny jest młodsza o rok, a chłopaki starsi o dwa.
- Naprawdę?! Zazwyczaj starsi nie chcą się pokazywać z młodszymi, ale wy chłopaki, dobrze wybraliście, Hermiona jest naprawdę świetną przyjaciółką.
Rozmawiali, aż pod same
drzwi domu Hermiony, Kate była jej sąsiadką. Czwórka przyjaciół weszła do domu
szatynki i od razu wzięli się za przygotowania do kolacji, gdyż nie jedli
prawie przez cały dzień.
- Czemu Mery była dla ciebie taka niemiła?- zapytała Hermionę Ginny.
- Nie wiem, ona od zawsze uważała się za lepszą od innych, jest taka jak... Malfoy na przykład.
- Przynajmniej Kate jest fajna.
- One są siostrami.
- Naprawdę?!- zdziwił się George- przecież mieszkają w innych domach...
- Ich rodzice się rozwiedli, Kate została z ojcem a Mery z matką.
- Czemu Mery była dla ciebie taka niemiła?- zapytała Hermionę Ginny.
- Nie wiem, ona od zawsze uważała się za lepszą od innych, jest taka jak... Malfoy na przykład.
- Przynajmniej Kate jest fajna.
- One są siostrami.
- Naprawdę?!- zdziwił się George- przecież mieszkają w innych domach...
- Ich rodzice się rozwiedli, Kate została z ojcem a Mery z matką.
Zjedli jajecznicę i poszli
do pokoju Hermiony.
- Hermiono, wysłałam sowę do rodziców twoich przyjaciół i napisałam, że zostaną jeszcze tę noc, mogliby się martwić.- Powiedziała mama Hermiony wchodząc do jej pokoju.
- Już widzę, co by było po naszym powrocie w domu gdyby pani tego nie zrobiła- zaśmiał się George. Pani Granger uśmiechnęła się do niego.
- Pani Molly odpisała, że wasz ojciec po was jutro przybędzie, za pomocą jakieś sieci Fee...
- Chyba Fiuu, mamo- powiedziała lekko zirytowana Hermiona.
- O, właśnie tego- powiedziała ze śmiechem mama i wyszła.
- Kiedy będziemy kupowali książki?- zapytała Hermiona.
- Ty już o szkole myślisz- powiedział Fred ze śmiechem.- A dopiero zaczęły się wakacje.
- No co? Trzeba się niedługo zacząć uczyć- odpowiedziała dziewczyna.
- W wakacje będziesz się uczyła?- zdziwił się Fred.
- Pewnie, przecież zawsze się uczę w wakacje.
- Marnujesz sobie wolny czas na naukę? Mi by się tak nie chciało.
- O tym to ja wiem, no to odpowie mi ktoś na pytanie kiedy mamy zamiar się wybrać po książki?
- Jak przyjedzie Harry- powiedział Fred, a na dźwięk imienia "Harry", Ginny od razu się zarumieniła.
- Hermiono, wysłałam sowę do rodziców twoich przyjaciół i napisałam, że zostaną jeszcze tę noc, mogliby się martwić.- Powiedziała mama Hermiony wchodząc do jej pokoju.
- Już widzę, co by było po naszym powrocie w domu gdyby pani tego nie zrobiła- zaśmiał się George. Pani Granger uśmiechnęła się do niego.
- Pani Molly odpisała, że wasz ojciec po was jutro przybędzie, za pomocą jakieś sieci Fee...
- Chyba Fiuu, mamo- powiedziała lekko zirytowana Hermiona.
- O, właśnie tego- powiedziała ze śmiechem mama i wyszła.
- Kiedy będziemy kupowali książki?- zapytała Hermiona.
- Ty już o szkole myślisz- powiedział Fred ze śmiechem.- A dopiero zaczęły się wakacje.
- No co? Trzeba się niedługo zacząć uczyć- odpowiedziała dziewczyna.
- W wakacje będziesz się uczyła?- zdziwił się Fred.
- Pewnie, przecież zawsze się uczę w wakacje.
- Marnujesz sobie wolny czas na naukę? Mi by się tak nie chciało.
- O tym to ja wiem, no to odpowie mi ktoś na pytanie kiedy mamy zamiar się wybrać po książki?
- Jak przyjedzie Harry- powiedział Fred, a na dźwięk imienia "Harry", Ginny od razu się zarumieniła.
Przebrali się i umyli, po
czym spędzili wieczór tak samo jak poprzedni. Rozmawiali po trochu o wszystkim.
O szkole, sprzeczali się które smaki fasolek są lepsze, zastanawiali się jak
minie im nowy rok szkolny i czy w Hogwarcie nadal jest tak bezpiecznie, jak w
poprzednich latach.
Usnęli, lecz tym razem to
Hermiona spała na łóżku polowym.
Rano, Hermiona zaczęła się
pakować, a Fred, George i Ginny jej pomagali. Gdy była już spakowana, wyszli do
ogródka.
- Już się nie mogę doczekać meczy Quiditcha w tym roku- powiedział Fred.- W tym roku na pewno zdobędziemy Puchar, dokopiemy Ślizgonom i zdobędziemy zwycięstwo.
- Nie wiem co wy widzicie w tej grze- powiedziała Hermiona- jest tyle ciekawych zajęć a wy nie możecie doczekać się gry w Quiditcha. A poza tym zapomniałeś, że do pokonania masz nie tylko Ślizgonów, ale jeszcze Puchonów i Krukonów.
- Jakoś z nimi pójdzie...
- Już się nie mogę doczekać meczy Quiditcha w tym roku- powiedział Fred.- W tym roku na pewno zdobędziemy Puchar, dokopiemy Ślizgonom i zdobędziemy zwycięstwo.
- Nie wiem co wy widzicie w tej grze- powiedziała Hermiona- jest tyle ciekawych zajęć a wy nie możecie doczekać się gry w Quiditcha. A poza tym zapomniałeś, że do pokonania masz nie tylko Ślizgonów, ale jeszcze Puchonów i Krukonów.
- Jakoś z nimi pójdzie...
Mama Hermiony przyniosła im
koktajl truskawkowy, ulubiony napój Szatynki.
***
- Dzień Dobry, pani
Weasley!- przywitała się Hermiona, z matką rudzielców.
- Cześć, mamo, już jesteśmy- wrzasnął Fred.
- Cześć, mamo, już jesteśmy- wrzasnął Fred.
Dostali się do domu Weasley'ów
za pomocą proszku Fiuu.
Matka przyjaciół Hermiony
wyszła z kuchni i popędziła, aby przywitać się. Gdy mieli zanosić swoje rzeczy
na górę po schodach zeszło dwóch chłopców.
- Cześć- przywitał sie Harry, podchodząc do Hermiony.
- Harry, nie wiedziałam, że już jesteś.
- Przyjechałem wcześniej, bo za kilka dni odbędzie się mecz Quiditcha, na który mamy bilety.
- Oh naprawdę? Nie wiedziałam. Może wejdźmy na górę to wszystko opowiecie.
- Cześć- przywitał sie Harry, podchodząc do Hermiony.
- Harry, nie wiedziałam, że już jesteś.
- Przyjechałem wcześniej, bo za kilka dni odbędzie się mecz Quiditcha, na który mamy bilety.
- Oh naprawdę? Nie wiedziałam. Może wejdźmy na górę to wszystko opowiecie.
Weszli krętymi schodami na
pierwsze piętro i skręcili do pokoju Ginny. Hermiona zaczęła układać swoje
rzeczy na stałych miejscach, natomiast Fred, George, Ron, Harry i Ginny
siedzieli na podłodze, łóżku lub fotelu.
- Więc tak, wszyscy jedziemy na mecz, zgadza się?- zapytał Fred i zobaczył, że Hermiona nie jest zbyt zadowolona z tego pomysłu.- No coś ty sama zostaniesz? Moja mama też się wybiera.
- No nie wiem, nie mam zbyt ochoty na mecze. Ja chyba zostanę i się pouczę.
- Ale Hermiono! My już byliśmy nastawieni, że razem spędzimy miło czas- zaczął Ron, ale Harry mu przerwał.
- Na pewno wolisz siedzieć i się uczyć, niż trochę się rozerwać?
- Dla mnie nie ma w tym żadnej rozrywki.
- No Hermiono, musisz z nami tam być, co ja sama z mamą będę?- zapytała Ginny.
- No dobra, pojadę, ale tylko dla Ginny.
- Więc tak, wszyscy jedziemy na mecz, zgadza się?- zapytał Fred i zobaczył, że Hermiona nie jest zbyt zadowolona z tego pomysłu.- No coś ty sama zostaniesz? Moja mama też się wybiera.
- No nie wiem, nie mam zbyt ochoty na mecze. Ja chyba zostanę i się pouczę.
- Ale Hermiono! My już byliśmy nastawieni, że razem spędzimy miło czas- zaczął Ron, ale Harry mu przerwał.
- Na pewno wolisz siedzieć i się uczyć, niż trochę się rozerwać?
- Dla mnie nie ma w tym żadnej rozrywki.
- No Hermiono, musisz z nami tam być, co ja sama z mamą będę?- zapytała Ginny.
- No dobra, pojadę, ale tylko dla Ginny.
Wszyscy się ucieszyli.
Przepraszam, że rozdział taki krótki i że tak długo nic się nie ukazało, teraz będą wakację to może częściej będzie się coś pojawiać. Komentujcie :*